Reklama

CIEMNA STRONA SPADKU

Ethan Walker stał na podjeździe, trzymając w ręku klucz, który przyszedł pocztą tydzień temu, razem z aktem zgonu i suchym, urzędowym pismem od kancelarii prawniczej w Portland. Ojciec nie żył. To wszystko, co pismo mówiło. Resztę miał odkryć sam.Sierpień w Maine bywał zdradliwy. W słońcu gorąco, w cieniu chłód, a wieczorami wilgoć wpełzała pod skórę jak ostrzeżenie. Teraz, o piątej po południu, słońce stało jeszcze wysoko, ale dom rzucał długi, zimny cień.Ethan odłożył torbę na ziemię. Zgrzyt zamka, kiedy przekręcał klucz, zabrzmiał jak jęk.Drzwi ustąpiły z oporem. Próg był wyższy, niż zapamiętał, i musiał unieść nogę wyżej, jakby dom wciąż próbował go nie wpuścić. Powietrze w środku miało smak stęchlizny i kurzu, ale pod spodem – coś jeszcze. Zapach tytoniu. I czegoś słodkiego, mdłego, czego nie umiał nazwać.

CZĘŚĆ DRUGA: W MATNI

Rozdział 11

Ethan stał jak wryty.

Przez szybę stacji benzynowej widział mężczyznę opartego o czarnego SUV-a. W świetle latarni dostrzegł rysy twarzy – kwadratowa szczęka, krótko ostrzyżone ciemne włosy, ciemne okulary mimo nocy. Mężczyzna nie ruszał się. Tylko patrzył.

– Policja już jedzie – powiedział sprzedawca za jego plecami. Głos drżał. – Proszę się nie ruszać.

Ethan nie odpowiedział. Wpatrywał się w postać na parkingu, czekając, aż ta zrobi cokolwiek. Ale mężczyzna stał nieruchomo. Jakby czekał.

Syreny zawyły w oddali. Najpierw cicho, potem głośniej. W ciągu minuty dwa policyjne radiowozy wjechały na parking, blokując wyjazd SUV-owi. Drzwi się otworzyły, wysiedli funkcjonariusze z bronią gotową do strzału.

– Ręce na maskę! – krzyknął jeden.

Mężczyzna posłusznie oparł dłonie o samochód. Nie stawiał oporu. Nawet się nie odwrócił.

Ethan wyszedł ze stacji. Nogi mu drżały, ale zmusił się, by podejść bliżej.

– To on – powiedział do policjanta. – On i inni. Włamali się do mojego domu.

Funkcjonariusz spojrzał na niego, potem na mężczyznę.

– Kim pan jest? – zapytał.

Mężczyzna odwrócił głowę. Uśmiechnął się.

– Nazywam się Vincent Moretti. Jestem prawnikiem. I przyszedłem złożyć panu Walkerowi propozycję nie do odrzucenia.

Rozdział 12

 Przesłuchanie przez agentów federalnych to moment, w którym kluczowa staje się pomoc, jaką oferuje wyspecjalizowana pomoc prawna pro bono lub doświadczony prawnik karnista. Dokumenty znalezione w domu mogą stać się podstawą do oskarżeń o pranie brudnych pieniędzy.

Na komisariacie pachniało kawą i potem. Ethan siedział na krześle w czasie przesłuchania, przed nim kubek z zimną już herbatą. Naprzeciwko – sierżant Dufresne i agent FBI, który przyjechał z Portland. Nazywał się David Chen i miał twarz człowieka, który widział za dużo.

– Proszę mi jeszcze raz opowiedzieć o dokumentach – powiedział Chen.

– Mówiłem już.

– Wiem. Ale chcę usłyszeć jeszcze raz. Każdy szczegół.

Ethan westchnął. Opowiedział o sejfie, o liście ojca, o skrzynce w garażu, o teczkach i pendrivie. O umowach cywilnych, o przelewach, o nazwiskach.

– Gdzie są te dokumenty teraz?

– W bagażniku mojego samochodu. Zaparkowałem przy stacji, przed ucieczką.

Chen skinął na Dufresne. Wyszła.

– Moretti twierdzi, że przyszedł tylko porozmawiać – powiedział Chen. – Że pański ojciec był ich klientem, a oni chcą uregulować sprawy spadkowe zgodnie z przepisami.

– I dlatego wysłali trzech osiłków, którzy wyważyli drzwi?

– Moretti mówi, że to była ochrona. Że obawiali się o pańskie bezpieczeństwo.

Ethan parsknął śmiechem.

– Panie Walker – Chen pochylił się nad stołem. – Ja wiem, że to wszystko brzmi jak kiepski film. Ale proszę mi uwierzyć, Rossetti są realni. I nie odpuszczą. Jeśli ma pan dowody na ich działalność, musi nam je oddać.

– A jeśli oddam?

– Wtedy wkraczamy my. Przejmiemy sprawę, pana obejmiemy ochroną. Będzie pan musiał zeznawać, ale to potrwa. I będzie bezpieczny.

– A mój dom? Mój ojciec?

– Dom zostanie zabezpieczony jako dowód rzeczowy. Co do ojca… przykro mi. Ale jeśli to, co pan mówi, jest prawdą, to pański ojciec był głęboko zamieszany w przestępczą działalność.

Ethan milczał.

Drzwi się otworzyły. Dufresne wróciła z torbą.

– Znaleźliśmy – powiedziała, kładąc teczkę i pendrive na stole. – To wszystko?

Ethan skinął.

Chen otworzył teczkę i zaczął przeglądać papiery. Po kilku minutach podniósł wzrok.

– To więcej, niż się spodziewałem. – Odwrócił się do Dufresne. – Musimy go natychmiast zabrać. I zabezpieczyć dom.

– A Moretti? – zapytała.

– Morettiego puścimy. Nie mamy podstaw, by go zatrzymać. Przyjechał sam, nie miał broni, nie naruszył prawa. Ale będziemy go obserwować.

Ethan poczuł, jak coś ściska go w żołądku.

– Puścicie go? On kazał wyważyć moje drzwi!

– Nie ma pan dowodów, że to on. Był tam, ale nie uczestniczył we włamaniu. Jego ludzie zniknęli. Moretti twierdzi, że przyjechał sam, a pańskie drzwi były już otwarte. Bez świadków, bez nagrań – to jego słowo przeciwko pańskiemu.

– Ale…

– Przykro mi, panie Walker. Tak działa prawo.

Rozdział 13

Chen zabrał Ethana do Portland. W drodze milczeli. Miasto w nocy wyglądało jak z pocztówki – mosty, światła, woda w zatoce lśniąca od księżyca. Ethan patrzył przez szybę i myślał o ojcu. O listach. O dokumentach, które właśnie oddał.

W biurze FBI przy Congress Street czekała Rebecca Torres. Siedziała w poczekalni z kubkiem kawy, gdy wszedł.

– Żyje pan – powiedziała z uśmiechem.

– Na razie.

– Dobrze. Bo będzie pan potrzebował dobrego prawnika.

Chen zostawił ich samych na chwilę. Torres od razu przeszła do rzeczy.

– Złożyłam wniosek o zabezpieczenie spadku. Sąd w Warren wydał postanowienie – dom nie może być przedmiotem egzekucji, dopóki trwa postępowanie. To kupi nam czas.

– Dziękuję.

– To nie wszystko. Przeanalizowałam dokumenty, które pan znalazł. Są tam rzeczy, które mogą pana uniewinnić.

– Uniewinnić? Z czego?

– Z udziału w przestępstwie. Bo Rossetti na pewno będą próbowali wmówić, że pan wiedział o interesach ojca. Że pan też brał w nich udział. Ale w tych papierach jest dowód, że ojciec celowo trzymał pana z dala. W listach do Morettiego pisze: „Syn nie wie o niczym. I tak ma zostać”.

Ethan poczuł gulę w gardle.

– On mnie chronił.

– Tak. I teraz my musimy pana chronić.

Chen wrócił z plikiem papierów.

– Mamy zgodę na umieszczenie pana w programie ochrony świadków. To znaczy, że zmienimy panu tożsamość, przeniesiemy w inne miejsce, zapewnimy nowe życie. Ale to decyzja na całe życie. Bez odwrotu.

– A jeśli nie zgodzę się?

– Wtedy wraca pan do domu, a my robimy, co możemy. Ale Rossetci będą wiedzieli, że pan z nami rozmawiał. I nie odpuszczą.

Ethan spojrzał na Torrez.

– Co pani radzi?

– To pana decyzja. Ale jeśli pan zapyta mnie jako prawnik – niech pan idzie do programu. To jedyna szansa.

– A jako człowiek?

Torres milczała chwilę.

– Jako człowiek powiem: niech pan walczy. Ale nie sam.

Rozdział 14

Tej nocy Ethan spał w hotelu pod ochroną FBI. Pokój był mały, ale czysty. Okno wychodziło na podwórko, a nie na ulicę. Przy drzwiach stał agent.

Nie mógł zasnąć.

Myślał o ojcu, który przez siedem lat żył w strachu. O matce, która umarła, gdy był dzieckiem. O domu, który teraz stał pusty, z wyważonymi drzwiami.

O trzeciej nad ranem zadzwonił telefon.

– Halo?

– Pan Walker? – głos był znajomy. Gładki, profesjonalny.

– Kto mówi?

– Marcus Sullivan. Chciałem tylko powiedzieć, że rozumiem pańską decyzję. Naprawdę. Gdybym był na pana miejscu, zrobiłbym to samo.

– Skąd pan ma ten numer?

– Mam swoje sposoby. Ale nie dzwonię, by grozić. Dzwonię, by ostrzec. Rossetti nie odpuszczą. Program ochrony świadków? Proszę bardzo. Ale oni mają długie ręce. I cierpliwość. Znajdą pana. Za rok, za pięć lat, za dziesięć. Zawsze.

– Po co pan dzwoni?

– Bo chcę panu zaproponować układ. Odda pan nam dokumenty – te, które pan już oddał FBI – a my zostawimy pana w spokoju. FBI i tak nic z nimi nie zrobią. To za mało, by kogokolwiek skazać. Ale dla nas to dowód, że pański ojciec nas zdradził. I to boli.

– Nie oddam.

– Przykro mi to słyszeć. Ale ostrzegałem.

Rozłączył się.

Ethan siedział w ciemności, trzymając telefon w dłoni. Wiedział, że Sullivan ma rację. Rossetti nie odpuszczą.

Ale wiedział też, że nie może się poddać.

Rozdział 15

Rano Chen przyniósł dokumenty do podpisu.

– To standardowa umowa – powiedział. – Zobowiązuje się pan do współpracy, do zeznań w sądzie, do zachowania tajemnicy. W zamian otrzymuje pan nową tożsamość, mieszkanie, pracę. I ochronę.

Ethan wziął długopis.

– A jeśli zmienię zdanie?

– Może pan zrezygnować w każdej chwili. Ale wtedy ochrona ustaje.

Podpisał.

Torres uśmiechnęła się blado.

– To dobra decyzja.

– Mam nadzieję.

Chen schował dokumenty do teczki.

– Za trzy dni jedziemy. Przez ten czas nie może pan kontaktować się z nikim. Żadnych telefonów, maili, listów. Rozumie pan?

– Tak.

– I proszę spisać wszystko, co pan wie o Rossettich. Każdy szczegół. Każde nazwisko, każdą datę. To pomoże nam w śledztwie.

Ethan skinął.

Został sam w pokoju. Przed nim leżał pusty zeszyt i długopis.

Zaczął pisać.

Mój ojciec nazywał się Vincent Walker. Był mechanikiem. I księgowym. I człowiekiem, który bał się przez siedem lat.

To, co wiem o Rossettich, pochodzi z jego papierów. I z rozmów, które słyszałem jako dziecko.

Nie wiem, ile z tego jest prawdą. Ale spróbuję przypomnieć sobie wszystko…

Pisał przez cały dzień. I całą noc. Gdy skończył, zeszyt był pełen.

Rozdział 16

Trzeciego dnia rano Chen wszedł do pokoju z ponurą miną.

– Mamy problem.

Ethan zamarł.

– Rossetci złożyli pozew przeciwko panu.

– O co?

– O przywłaszczenie mienia. Twierdzą, że dokumenty, które pan znalazł, należą do nich. Że ojciec przechowywał je jako powiernik, a po jego śmierci powinny wrócić do właścicieli.

– To absurd.

– Wiem. Ale mają dobrego prawnika. Sullivana. I złożyli wniosek o zabezpieczenie dowodów. Chcą, by sąd nakazał FBI zwrócenie im dokumentów.

– Sąd im na to pozwoli?

– Nie wiem. To zależy od sędziego. Ale jeśli tak się stanie, stracimy główny dowód w śledztwie. A pana czeka proces o kradzież.

Torres wpadła do pokoju bez pukania.

– Widziałeś to? – zapytała, machając plikiem papierów.

– Właśnie mówię – odparł Chen.

– To gorsze, niż myślałam. Oni nie tylko chcą dokumentów. Oni żądają odszkodowania. Pół miliona dolarów.

Ethan opadł na krzesło.

– Skąd wezmę pół miliona?

– Nie weźmiesz – powiedziała Torres. – Ale możemy walczyć. Udowodnić, że dokumenty były własnością twojego ojca, a on ci je zapisał. Że Rossetci nie mają do nich prawa.

– Mamy szansę?

– Zawsze jest szansa. Ale to będzie długa i kosztowna batalia.

Chen spojrzał na Ethana.

– Jeśli przegramy, będziesz musiał zapłacić. Albo pójść do więzienia.

Ethan zamknął oczy.

Wiedział, że to pułapka. Rossetci nie chcieli dokumentów. Chcieli go zniszczyć. I wykorzystali do tego prawo.

Rozdział 17

Tydzień później Ethan stanął przed sądem.

Sala była niewielka, ale wypełniona po brzegi. Po jednej stronie – Rossetci z Sullivanem. Po drugiej – Ethan z Torres i Chenem. W ławach – dziennikarze, ciekawscy, kilka twarzy, które Ethan kojarzył z fotografii w papierach ojca.

Sędzia – starsza kobieta o surowym spojrzeniu – otworzyła posiedzenie.

– Sprawa Rossetti i wspólnicy przeciwko Ethanowi Walkerowi. Stawiam wniosek o zabezpieczenie dowodów i roszczenie odszkodowawcze.

Sullivan wstał.

– Wysoki Sądzie – zaczął swoim gładkim głosem. – Mój klient, pan Vincent Rossetti, jest prawowitym właścicielem dokumentów, które pan Walker przywłaszczył. Dokumenty te stanowiły własność firmy, a pan Walker senior przechowywał je w ramach umowy cywilnej o powiernictwie. Po jego śmierci majątek winien wrócić do właściciela. Tymczasem pan Walker junior, działając w złej wierze, przekazał je FBI, uniemożliwiając mojemu klientowi dochodzenie praw.

Sędzia spojrzała na Torrez.

– Pani Torres?

Torres wstała.

Spór wkracza na drogę sądową, gdzie stawką jest ogromne odszkodowanie cywilne. Na sali rozpraw ścierają się interesy wielkich korporacji i mafijnych struktur, a wynik zależy od tego, jak skuteczna będzie windykacja należności i zabezpieczenie dowodów rzeczowych.

– Wysoki Sądzie, to, co pan Sullivan mówi, jest nieprawdą. Dokumenty, które znalazł mój klient, były własnością jego ojca. Znajdowały się w jego domu, w jego sejfie. Nie ma żadnej umowy cywilnej, która potwierdzałaby, że należały do kogokolwiek innego. Pan Rossetti składa fałszywe zeznania, by odzyskać dowody swoich przestępstw.

– To oszczerstwo! – krzyknął Sullivan.

– Spokój! – sędzia uderzyła młotkiem. – Proszę kontynuować.

Torres podeszła do stołu sędziowskiego.

– Wysoki Sądzie, mam tutaj kopię listu, który pan Walker senior zostawił synowi. W liście tym pisze, że dokumenty mają być dowodem w sprawie przeciwko Rossettim. To nie są papiery firmowe. To dowody przestępstw.

Sullivan uśmiechnął się.

– List? Pisany przez człowieka, który nie żyje? I kto potwierdzi jego autentyczność?

– Biegli grafologowie.

– Których pani zawnioskuje?

– Tak.

Sędzia przerwała.

– Proszę obie strony o spokój. Ogłaszam przerwę do jutra. W międzyczasie przeanalizuję dokumenty.

Młotek uderzył.

Ethan wyszedł z sali z Torres.

– Dobrze poszło – powiedziała.

– Naprawdę?

– Naprawdę. Sędzia nie jest po ich stronie. To dużo.

– Ale Sullivan ma rację. List ojca… to tylko list.

– To więcej niż tylko list. To dowód, że twój ojciec bał się ich. I że chciał, byś ich powstrzymał.

Ethan spojrzał na nią.

– Myślisz, że dam radę?

– Nie wiem. Ale wiem, że nie możesz się poddać.

Rozdział 18

Noc przed drugim dniem rozprawy Ethan spał niespokojnie.

Śnił mu się ojciec. Stał w warsztacie, cały we krwi, i patrzył na niego. Chciał coś powiedzieć, ale nie mógł. Tylko otwierał usta, a z nich wydobywała się cisza.

Obudził się z krzykiem.

Pokój był ciemny. Za oknem – światła miasta. I nagle usłyszał hałas. Na korytarzu.

Ciche kroki. Potem szuranie.

Wstał i podszedł do drzwi. Przez wizjer zobaczył agenta FBI – leżał na podłodze, nieprzytomny.

Krew uderzyła mu do głowy.

Cofnął się, sięgnął po telefon. Ale zanim zdążył wybrać numer, drzwi otworzyły się z hukiem.

W progu stał mężczyzna. Wysoki, w czerni, z twarzą zasłoniętą kominiarką.

– Cicho – powiedział. – I chodź ze mną.

Ethan nie miał wyboru.

Wyprowadzili go tylnym wyjściem, wsadzili do samochodu i zawiązali oczy. Jechali długo. Krętymi drogami, przez lasy, przez miasteczka. Gdy w końcu zdjęli opaskę, był w piwnicy.

Zimnej, wilgotnej, pachnącej pleśnią.

Przed nim stał Vincent Moretti.

– Pan Walker – uśmiechnął się. – Miło pana widzieć. Choć wolałbym w innych okolicznościach.

– Czego chcesz?

– Chcę, żeby pan wycofał zeznania. I oddał nam dokumenty.

– Już je oddałem FBI.

– Ale ma pan kopie. Wiem, że ma pan. Syn Vincenta Walkera nie oddałby wszystkiego. Zbyt dobrze pana ojca znałem.

Ethan milczał.

Moretti westchnął.

– Proszę posłuchać. Nie chcę pana krzywdzić. Naprawdę. Pański ojciec był moim przyjacielem. Przez lata. Ale zdradził nas. I musimy odzyskać to, co nasze. Jeśli pan nam pomoże, wyjdzie pan stąd żywy. I dostanie pan pieniądze. Wystarczająco, by zacząć nowe życie.

– A jeśli nie?

Moretti spojrzał na niego zimno.

– Jeśli nie, to zostanie pan tutaj. Na zawsze.

Rozdział 19

Trzy dni minęły w ciemności.

Ethan nie wiedział, gdzie jest. Nie wiedział, która godzina. Karmili go raz dziennie – suchy chleb i woda. Nie bili go, nie torturowali. Tylko zostawiali w samotności.

Czwartego dnia drzwi piwnicy otworzyły się.

W progu stała Rebecca Torres.

– Chodź – powiedziała cicho.

Ethan nie mógł uwierzyć.

– Jak… jak mnie znalazłaś?

– Nie ma czasu. Chodź.

Wyszli na zewnątrz. Była noc. Las, polana, stary dom. I dwa samochody – jeden policyjny, drugi cywilny.

– Wsiadaj.

Ruszyli w milczeniu. Gdy byli już bezpieczni, Torres powiedziała:

– Negocjowałam z nimi. Rossetci zgodzili się cię puścić.

– Za co?

– Za dokumenty. Powiedziałam im, że masz kopie. I że jeśli cię zabiją, trafią do prasy.

– A masz je?

– Nie. Ale oni nie wiedzą.

Ethan spojrzał na nią.

– Ryzykowałaś życie.

– Wiem. Ale jesteś moim klientem. I nie zostawiam klientów.

Uśmiechnął się słabo.

– Dziękuję.

– Nie dziękuj. Jeszcze nie wygraliśmy.

Rozdział 20

Następnego dnia Ethan wrócił do sądu.

Sala była ta sama, ale atmosfera inna. Rossetci patrzyli na niego wilkiem. Sullivan uśmiechał się kwaśno. Sędzia spojrzała na niego uważnie.

– Panie Walker – powiedziała. – Czy czuje się pan dobrze?

– Tak, Wysoki Sądzie.

– Przechodzimy do kontynuacji rozprawy. Pani Torres, ma pani coś nowego?

Torres wstała.

– Tak, Wysoki Sądzie. Chcę przedstawić dodatkowy dowód. Nagranie z rozmowy, którą pan Moretti odbył z moim klientem podczas jego porwania.

Sala zamarła.

Moretti zerwał się z miejsca.

– To niemożliwe! Nie było żadnego nagrania!

– Było – powiedziała Torres spokojnie. – Mój klient miał przy sobie dyktafon. Cały czas.

Sędzia uderzyła młotkiem.

– Spokój! Proszę o ciszę! Pani Torres, proszę przedstawić dowód.

Torres podeszła do stołu i włożyła pendrive do laptopa. Po chwili z głośników popłynął głos Morettiego: „Jeśli pan nam pomoże, wyjdzie pan stąd żywy”.

Sala wybuchła.

Sędzia potrzebowała pięciu minut, by przywrócić porządek.

– Panie Moretti – powiedziała w końcu. – Zostaje pan aresztowany pod zarzutem porwania i wymuszenia. Proszę zabrać go z sali.

Moretti spojrzał na Ethana. W jego oczach była nienawiść.

– To nie koniec – wyszeptał, gdy wyprowadzali go policjanci.

Ethan patrzył, jak znika za drzwiami.

Wiedział, że Moretti ma rację.

To nie był koniec.

KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ

Czy nagranie wystarczy, by skazać Morettiego?
Co zrobią Rossetci, gdy ich człowiek trafi do więzienia?
I jakie tajemnice kryją się jeszcze w dokumentach ojca?

Odpowiedzi w części trzeciej…

Reklama

Najnowsze

Reklama
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Zobacz podobne:

Reklama