CZĘŚĆ CZWARTA: ZEMSTA
Rozdział 31
Śmierć De Luki wstrząsnęła wszystkimi.
FBI wszczęło wewnętrzne śledztwo. Chen został odsunięty na bok. Torres walczyła o dostęp do akt. A Ethan… Ethan siedział w bezpiecznym lokalu i czekał.
Czwartego dnia po śmierci De Luki przyszedł list.
Bez nadawcy. Bez znaczka. Ktoś wsunął go pod drzwi.
Ethan otworzył drżącymi palcami.
W środku była kartka. I pendrive.
Na kartce – jedno zdanie:
To, co ukrył De Luca. Reszta w jego mieszkaniu.
Ethan włożył pendrive do laptopa.
Na ekranie pojawiły się pliki. Setki plików. Faktury, umowy cywilne, przelewy, listy. Wszystko, o czym De Luca mówił w sądzie.
I coś jeszcze.
Nagranie.
Głos De Luki: „Jeśli to oglądasz, znaczy, że nie żyję. Ale nie martw się. Zostawiłem wszystko. W ścianie, za obrazem. W moim mieszkaniu w Bostonie. Adres: Hanover Street 23. Idź tam. I nie ufaj nikomu”.
Ethan spojrzał na Torrez, która właśnie weszła do pokoju.
– Jedziemy do Bostonu – powiedział.
—
Rozdział 32
Podróż była koszmarem.
Chen nie mógł jechać – zawieszony, czekał na przesłuchanie. Torres musiała zostać w Portland, by pilnować spraw sądowych. Ethan pojechał sam, wynajętym samochodem, z pistoletem w schowku.
Nie wiedział, czy ktoś go śledzi. Nie wiedział, czy dojedzie.
Ale musiał spróbować.
Boston witał go deszczem. Hanover Street 23 to stara kamienica we włoskiej dzielnicy. Wszedł do środka, wspiął się na trzecie piętro. Drzwi do mieszkania De Luki były otwarte.
W środku – chaos. Ktoś już tu był.
Przeszukali wszystko. Ale obraz – stary, brzydki pejzaż – wciąż wisiał na ścianie.
Ethan podszedł, zdjął go. Za nim – dziura w tynku. I w niej – teczka.

Gruba, wypchana papierami.
Wziął ją i wyszedł.
Na klatce schodowej ktoś czekał.
Mężczyzna w czerni, z pistoletem w dłoni.
– Oddaj to – powiedział.
Ethan cofnął się.
– Nie.
Mężczyzna uniósł broń.
I wtedy rozległ się strzał.
Mężczyzna upadł.
Za nim stał Chen.
– Szybko – powiedział. – Schodzimy.
Zbiegli na dół, wsiedli do samochodu i odjechali.
– Myślałem, że jesteś zawieszony – powiedział Ethan.
– Jestem. Ale to nie znaczy, że przestałem pracować.
—
Rozdział 33
Wrócili do Portland nad ranem.
Torres czekała w biurze. Gdy zobaczyła teczkę, oczy jej zabłysły.
– To jest to – powiedziała. – To, czego potrzebowaliśmy.
Przez cały dzień przeglądali dokumenty. Były tam dowody na wszystko – na pranie pieniędzy, na korupcję w urzędach, na związki z politykami. I na morderstwa.
Jedno z nich – ojca Ethana.
– On nie umarł na zawał – powiedziała Torres cicho. – Został otruty. Jest tu raport z sekcji zwłok, który zniknął z akt.
Ethan poczuł, jak świat wiruje.
Więc jednak.
Ojciec został zamordowany.
I teraz on musiał wymierzyć sprawiedliwość.
—
Rozdział 34
Następnego dnia Ethan stanął przed sądem po raz trzeci.
Tym razem jako oskarżyciel.
Torres przedstawiła dowody. Dokumenty De Luki, nagrania, zeznania. Sullivan próbował je podważyć, ale bez skutku. Sędzia ogłosiła przerwę na zapoznanie się z materiałami.
Wyszli na korytarz. I wtedy Ethan go zobaczył.
Vincent Moretti.
Stał pod ścianą, w towarzystwie prawników. Patrzył na niego.
– Cześć, Ethan – powiedział. – Ładne dowody.
– Nie zbliżaj się.
– Nie bój się. Nie zrobię ci krzywdy. Już nie.
– A co z moim ojcem?
Moretti westchnął.
– Twój ojciec… to był wypadek. Naprawdę. Nie chcieliśmy go zabić. Chcieliśmy tylko, żeby oddał pieniądze. Ale on… on był uparty.
– Więc go zabiliście.
– Nie ja. Inni. Ale to nie ma znaczenia. I tak nic nie udowodnisz.
Ethan spojrzał mu w oczy.
– Udowodnię.
Moretti uśmiechnął się.
– Powodzenia.
I odszedł.
—
Rozdział 35
Proces trwał trzy tygodnie.
Świadkowie, dokumenty, ekspertyzy. Torres pracowała po osiemnaście godzin na dobę. Chen dostarczał dowody z FBI. Ethan czekał.
Wreszcie nadszedł dzień wyroku.
Sala była wypełniona po brzegi. Rossetci siedzieli w pierwszym rzędzie. Moretti – w drugim. Sullivan – przy stole adwokackim.
Sędzia weszła, wszyscy wstali.

– Po zapoznaniu się z materiałami dowodowym – zaczęła – sąd uznał, że oskarżenie jest zasadne. Vincent Moretti zostaje skazany na dożywocie za morderstwo i udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Rossetti i wspólnicy – rozwiązanie firmy i konfiskata mienia.
Sala wybuchła.
Moretti patrzył na Ethana. W jego oczach była czysta nienawiść.
– To nie koniec – wyszeptał, gdy wyprowadzali go policjanci.
Ethan wiedział, że ma rację.
Ale na razie – wygrał.
—
Rozdział 36
Po procesie Ethan wrócił do domu ojca.
Po raz pierwszy od miesięcy.
Dom stał cichy. Za cichy. Ale tym razem cisza była inna. Spokojna.
Otworzył drzwi i wszedł do środka. W salonie wciąż stały te same meble. Na stole – zdjęcie ojca.
Ethan wziął je do ręki.
– Przepraszam, tato – powiedział cicho. – Że nie wierzyłem. Że nie przyjechałem wcześniej.
I wtedy usłyszał dźwięk.
Skrzypienie podłogi na piętrze.
Zamarł.
Ktoś tu był.
Powoli, cicho, wszedł na górę. Drzwi do sypialni ojca były uchylone. Pechnął je.
W środku – nikogo.
Ale na łóżku leżała koperta.
Z jego imieniem.
Otworzył.
W środku – list. Pisany ręką ojca. Świeży. Nie sprzed miesięcy. Świeży.
Ethan,
Jeśli to czytasz, znaczy, że wygrałeś. I że ja wciąż żyję.
Nie umarłem. To była ustawka. Rossetci myślą, że nie żyję, ale ukryłem się. Musiałem. Żeby ich zniszczyć.
Teraz jesteś bezpieczny. I ja też.
Nie szukaj mnie. Przyjdę, gdy nadejdzie czas.
Kocham cię, synu.
Tata
Ethan opadł na łóżko.
Ojciec żył.
Przez cały ten czas.
I teraz, gdy wszystko się skończyło, on wróci?
Albo nie wróci?
Spojrzał w okno.
Za szybą, w lesie, stał cień.
Mężczyzna. Patrzył w stronę domu.
I po chwili zniknął między drzewami.
—
KONIEC CZĘŚCI CZWARTEJ
Czy ojciec Ethana naprawdę żyje?
Dlaczego się ukrywał?
I co teraz zrobi Ethan – będzie go szukał, czy czekał?
Odpowiedzi w części piątej…
