Reklama

Głosy z sejfu

CZĘŚĆ TRZECIA: DZIEDZICZKA

Rozdział 6

Noc była długa.

Nathaniel nie spał. Siedział w salonie, przed kominkiem, w którym nie palił się ogień. Przed nim na stole leżały papiery ze skrzynki, klucz i list wuja. Czytał je raz po raz, szukając odpowiedzi.

Ale odpowiedzi nie było.

Były tylko pytania.

Czego chcieli Pożyczkodawcy? Pieniędzy? Majątku? Krwi?

Wspólnik wuja, Malcolm Grey, pisał o córce. O tym, że grożono mu, że ją zabiorą. Czy to znaczyło, że Pożyczkodawcy brali ludzi? Że uprowadzali ich do swojego świata?

A jeśli tak, to gdzie był ten świat? I jak go znaleźć?

Około północy usłyszał pukanie do drzwi.

Otworzył.

Na progu stała dziewczyna. Młoda, może dwudziestoletnia, jasnowłosa, w przemoczonej sukni. Drżała z zimna.

Gdy nocny deszcz uderzał w drzwi dworu, Nathaniel nie spodziewał się gościa. Isobel Grey pojawiła się nagle – przemoczona, wyczerpana i przerażona. Jej historia była kolejnym dowodem na to, że tajemniczy Pożyczkodawcy nie zapominają o swoich długach, a ludzie związani z dawnymi interesami Archibalda Pearce’a wciąż znajdują się w niebezpieczeństwie.

– Pan Pearce? – zapytała.

– Tak.

– Jestem Isobel Grey. Córka Malcolma Greya. Pana wuj… pana wuj obiecał mojemu ojcu, że mnie ochroni. Ale ojciec nie żyje, a oni… oni przyszli po mnie.

I upadła mu w ramiona.

Rozdział 7

Rozpalił ogień, okrył ją kocem, podał herbatę. Kiedy się uspokoiła, opowiedziała.

– Ojciec pracował z pańskim wujem. Inwestowali razem, pożyczali pieniądze, handlowali. Ale potem coś poszło nie tak. Zaczęły się dziać dziwne rzeczy. W nocy ktoś chodził po domu. Ojciec słyszał głosy. Mówił, że to przez długi. Że pożyczyli od złych ludzi.

– Od Pożyczkodawców – powiedział Nathaniel cicho.

Isobel skinęła głową.

– Tak ich nazywał. Mówił, że nie można im oddać pieniędzy, bo oni nie chcą pieniędzy. Chcą… chcą tego, co kochasz. Albo tego, kim jesteś. Ojciec próbował uciec. Przeprowadziliśmy się do Glasgow, myślał, że tam będą bezpieczni. Ale oni przyszli. Zawsze przychodzą.

– Co się stało z twoim ojcem?

– Zniknął. Trzy tygodnie temu. Obudziłam się w nocy, słyszałam krzyk. Pobiegłam do jego pokoju, ale był pusty. Tylko na podłodze leżał ten list.

Podała mu zmiętą kartkę.

„Isobel,

Nie mam czasu. Oni przyszli po mnie. Ale ty musisz uciekać. Jedź do Carstairs, do dworu Pearce’ów. Tam jest Nathaniel, bratanek Archibalda. On może cię uratować. Ma klucz. Klucz do pokoju, w którym można ich pokonać.

Kocham cię. Wybacz.

Ojciec”

Nathaniel patrzył na list. Klucz. Mówiła o kluczu. O tym samym, który on trzymał w kieszeni.

– Masz ten klucz? – zapytała.

Wyjął go. Położył na stole.

– To wszystko, co mi zostało po wuju. Ale nie wiem, do czego służy.

Isobel wzięła klucz do ręki. Obróciła go w palcach.

– Ojciec mówił o pokoju, w którym można ich pokonać. Gdzie on jest?

– Na strychu. Ale tam są tylko lustra.

– Lustra?

– Tysiące luster. I w każdym inne odbicie. Widziałem w nich… rzeczy. Rzeczy, które nie powinny istnieć.

Isobel zamilkła na chwilę.

– Musimy tam pójść.

– Teraz? W nocy?

– Teraz. Jutro pełnia. Jutro będzie za późno.

Rozdział 8

Poszli.

Schody trzeszczały, jakby ostrzegały. Drzwi na strych były uchylone – nie zamykały się, odkąd Nathaniel otworzył je ostatnim razem. Weszli do środka.

Lustra wciąż tam były. Wszędzie. Odbijały ich twarze, pomnożone, zniekształcone. W jednym lustrze Isobel miała twarz starej kobiety. W innym Nathaniel stał w płomieniach.

– Czego szukamy? – szepnęła Isobel.

– Nie wiem. Może jakiegoś przejścia. Może…

Nagle w największym lustrze, na wprost nich, pojawił się obraz.

Nie ich odbicie.

Inny pokój.

Stary, z kominkiem, w którym płonął ogień. Przy kominku siedział mężczyzna. Malcolm Grey.

– Ojciec! – krzyknęła Isobel i rzuciła się do lustra.

Ale lustro było twarde, zimne. Nie puściło jej.

Mężczyzna w lustrze podniósł wzrok. Uśmiechnął się.

– Isobel, córeczko. Jesteś tu.

– Ojcze! Gdzie jesteś? Jak cię uratować?

– Nie możesz mnie uratować. Ale możesz uratować siebie. I jego. – Spojrzał na Nathaniela. – Masz klucz, chłopcze?

Nathaniel pokazał go.

– Włóż go w ramę lustra. W to miejsce, gdzie jest ten symbol.

Spojrzał. W drewnianej ramie, tuż przy szybie, ktoś wyrył oko w trójkącie.

Włożył klucz.

Zamek kliknął.

I nagle lustro zniknęło.

Została tylko dziura w ścianie, czarna, zimna, z której wiało powietrze pachnące wilgocią i czymś słodkim.

– Tam – powiedział Malcolm. – Tam jest ich świat. Musicie tam wejść. I odebrać im to, co wasze.

– Ale jak? – zapytał Nathaniel.

– Pamiętajcie: oni nie chcą pieniędzy. Oni chcą tego, co dla was najcenniejsze. Ale jeśli oddacie im to dobrowolnie, z miłością… to was nie skrzywdzą. Dadzą wam wolność.

– Co mamy im oddać? – spytała Isobel.

Malcolm uśmiechnął się smutno.

– To musicie sami odkryć.

I zniknął.

Stali przed czarną otchłanią, trzymając się za ręce.

– Boisz się? – zapytał Nathaniel.

– Tak – odparła Isobel. – Ale bardziej boję się stracić ciebie.

I weszli.

Reklama

Najnowsze

Reklama
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Zobacz podobne:

Reklama