Część 4: Przejęcie aktywów
Cmentarz Green-Wood o północy to miejsce, które mogłoby posłużyć za plan filmowego horroru. Stare nagrobki, powykręcane konary drzew, mgła unosząca się nad trawnikami. I cisza – przerywana tylko pohukiwaniem sowy i szelestem liści pod nogami.
Wysiedliśmy z samochodu kilkaset metrów od bramy. Szliśmy pieszo, oświetlając drogę latarkami w telefonach. Oddechy parowały w zimnym powietrzu. Sara drżała, choć nie wiem, czy z zimna, czy ze strachu.
Przy głównej alejce, pod starym dębem, stała postać. Wysoka, szczupła, owinięta w długi płaszcz. Gdy podeszliśmy bliżej, zobaczyłem twarz kobiety. Miała może sześćdziesiąt lat, siwe włosy upięte w kok, i oczy tak podobne do Sary, że zaparło mi dech.

— Mamo? — wyszeptała Sara.
Kobieta uśmiechnęła się smutno.
— Witaj, córeczko. Długo czekałam na ten moment.
Sara zrobiła krok do przodu, ale powstrzymałem ją.
— Skąd mamy pewność, że to naprawdę pani? — zapytałem.
— Mam na ramieniu znamię w kształcie truskawki. Sara wie. I wiem, że urodziła się 12 czerwca 1985 w szpitalu św. Łukasza na Manhattanie. Twoja matka, Ruth, adoptowała cię, gdy miałaś trzy dni.
Sara skinęła głową.
— To ona.
Kobieta – Rachel – podeszła bliżej.
— Musicie mi wybaczyć, że zniknęłam. Ale musiałam. To, co odkryłam… było zbyt niebezpieczne.
— Ty jesteś założycielką Aeterny? — spytałem.
— Tak. I nie. — Westchnęła. — Założyłam fundację z dobrymi intencjami. Chciałam finansować badania nad rakiem. Ale mój wspólnik, dr Reid, i prawnik Finch, mieli inne plany. Zaczęli wykorzystywać fundację do prania pieniędzy i organizowania śmierci pacjentów dla odszkodowań. Gdy się zorientowałam, było za późno. Udali moją śmierć, a ja musiałam uciekać. Przez lata żyłam pod przybranym nazwiskiem, ale śledziłam ich poczynania.
— Dlaczego teraz się ujawniasz?
— Bo zabili Mike’a. I bo chcą zabić Sarę. Ona jest jedyną spadkobierczynią moich udziałów w Aeternie. Gdyby zginęła, wszystko przechodzi na Reida. A ja nie mogę do tego dopuścić.
Sara spojrzała na matkę z mieszanymi uczuciami.
— Przez całe życie myślałam, że nie żyjesz. A ty… ukrywałaś się?
— Musiałam. Ale teraz jestem tutaj. I pomogę wam zniszczyć Reida.
W tym momencie zza nagrobków wyszło kilku mężczyzn. Otoczyli nas. Wśród nich rozpoznałem tych z hotelu i z kliniki.
— Pani Rachel — powiedział jeden z nich, uśmiechając się. — Długo pani szukaliśmy. Doktor Reid będzie zachwycony.
Rachel spojrzała na nas przepraszająco.
— Przepraszam, to pułapka. Ale nie miałam wyboru. Oni mają moją wnuczkę.
— Jaką wnuczkę? — Sara zbladła.
— Twoją córkę, Saro. Tę, którą urodziłaś 10 lat temu.
Sara otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Spojrzała na mnie, potem na matkę.
— Ja… nie mam dziecka — wyszeptała.
— Ale miałaś. Gdy miałaś szesnaście lat. Urodziłaś córkę, którą Ruth oddała do adopcji, żebyś mogła skończyć szkołę. Nikt ci nie powiedział. Oficjalnie powiedziano Ci że zmarła przy porodzie.
Sara oparła się o nagrobek.
— To niemożliwe…
— Możliwe. I ta dziewczynka, ma na imię Emily, jest teraz w rękach Reida. Jeśli nie zrobicie, co każe, zginie.
Jeden z mężczyzn podszedł do Rachel.
— Dość gadania. Zabieramy ich.
Zanim zdążyłem zareagować, poczułem uderzenie w tył głowy i straciłem przytomność.
—
Ocknąłem się w białym pomieszczeniu. Ściany, sufit, podłoga – wszystko białe. Światło jarzeniówek raziło w oczy. Leżałem na metalowym łóżku, przykuty kajdankami do ramy. Obok, na drugim łóżku, leżała Sara. Była przytomna, patrzyła na mnie.
— Gdzie jesteśmy? — zapytała.
— Nie wiem. Ale wygląda na szpital.
Drzwi się otworzyły. Wszedł doktor Reid w towarzystwie dwóch pielęgniarzy. Miał na sobie biały kitel, a w ręku trzymał teczkę.
— Witam państwa w moim skromnym instytucie. Przykro mi, że musieliśmy państwa zaprosić w taki sposób, ale okoliczności tego wymagały.
— Gdzie jest Emily? — spytała Sara.
— Bezpieczna. Na razie. Jej los zależy od państwa współpracy.
— Czego pan chce?
Reid usiadł na krześle naprzeciwko.
— Prostej rzeczy. Niech pani, Saro, podpisze dokumenty zrzekające się praw do spadku po Rachel. I niech pan, panie Nowak, przekaże mi pendrive z danymi, które skopiowaliście z archiwum. Wtedy was wypuszczę, a Emily wróci do domu.
— A jeśli nie?
— Wtedy Emily umrze. A wy spędziecie resztę życia w więzieniu za morderstwo Davida Cohena i innych. Mam na to dowody.
Spojrzałem na Sarę. W jej oczach była walka.
— Podpisz — powiedziałem cicho. — To tylko papiery. Ważniejsze jest życie dziecka.
— Ale wtedy on wygra — odparła.
— Nie wygra. Bo ja mam kopię danych w bezpiecznym miejscu.
Reid uśmiechnął się.
— Panie Nowak, niech pan nie blefuje. Przeszukaliśmy pana mieszkanie, samochód, wszystko. Nie ma żadnej kopii.
Miał rację. Blefowałem.
Ale nagle Sara powiedziała:
— Dobrze. Podpiszę. Ale najpierw chcę zobaczyć Emily.
Reid skinął na pielęgniarzy. Jeden z nich wyszedł i po chwili wrócił z małą dziewczynką. Miała może dziesięć lat, ciemne włosy, oczy Sary. Była blada i wystraszona.
Reid powiedział do Emily: poznaj swoją matkę.
— Mamusiu? — zapytała cicho Emily, patrząc na Sarę.
Sara wybuchnęła płaczem.
— Tak, kochanie, to ja.
— Wypuśćcie ją — krzyknąłem. — Zrobimy, co chcecie.
Reid skinął. Pielęgniarz wyprowadził Emily.
— Podpis i pendrive. Macie pięć minut.
Sara podpisała dokumenty, które położył przed nią Reid. Ja oddałem pendrive, który i tak mieli.
— Wspaniale — rzekł Reid. — A teraz odpocznijcie. Jutro rano zostaniecie przewiezieni na lotnisko i odlecicie do Europy. Macie zapomnieć o całej sprawie.
— A Emily?
— Zostanie z nami. Jako gwarancja, że nie wrócicie.
— Łajdak! — rzuciłem się, ale kajdanki mnie przytrzymały.
Reid wyszedł, a my zostaliśmy sami.
Sara płakała cicho.
— Przepraszam — szepnęła. — Wciągnęłam cię w to.
— Nie twoja wina. Ale nie poddamy się. Musimy stąd uciec.
Rozejrzałem się po pokoju. Ściany gładkie, drzwi stalowe. Jedynym oknem był mały otwór wentylacyjny pod sufitem.
— Potrzebuję czegoś ostrego.
Sara wskazała na swój pierścionek. Ma regulowany rozmiar, wystarczy odgiąć.
Przez godzinę próbowałem otworzyć kajdanki. W końcu udało się – metalowy zatrzask puścił z cichym kliknięciem.
Uwolniłem Sarę, potem podszedłem do wentylacji. Kratka była przykręcona, ale udało mi się ją wyłamać.
— Włazisz pierwsza — szepnąłem.
Sara wcisnęła się w wąski kanał. Ja za nią. Pełzliśmy w ciemności, czując zapach kurzu i rdzy. Po kilku minutach dotarliśmy do kolejnej kratki. Wyjrzałem – to był korytarz.
Wyszliśmy. Byliśmy w części szpitalnej. Skradaliśmy się w stronę wyjścia, ale nagle usłyszeliśmy głosy. To był Reid i jego ludzie.
— Pacjentów z sali 4 przenieść do izolatek. I przygotować salę operacyjną dla Emily. Zabieg za godzinę.
Zabieg? Jaki zabieg?
Sara spojrzała na mnie z przerażeniem.
— Oni chcą jej zrobić krzywdę!
— Musimy ją znaleźć.
Przeszukaliśmy kilka sal, aż w jednej zobaczyliśmy Emily. Siedziała na łóżku, skulona. Drzwi były zamknięte, ale nie na klucz – może myśleli, że jesteśmy uwięzieni.
Wbiegliśmy do środka.
— Emily, chodź z nami! — krzyknęła Sara.
Dziewczynka rzuciła się jej w ramiona.
Wypadliśmy na korytarz, ale tam czekał już Reid z dwoma ochroniarzami.

— Myślałem, że jesteście mądrzejsi — powiedział. — To koniec.
W tym momencie rozległ się huk. Drzwi wejściowe eksplodowały, do środka wpadła grupa uzbrojonych ludzi w policyjnych mundurach.
— FBI! Ręce do góry!
Reid i jego ludzie zamarli. Za policjantami wszedł wysoki mężczyzna w cywilu. Jak się później okazało to był ten sam człowiek, który dzwonił do mnie z nieznanego numeru.
— Pan Nowak — powiedział z uśmiechem. — Przepraszam za te wszystkie gierki, ale musieliśmy mieć pewność. Jestem agent specjalny Michael Torres. Od roku infiltrujemy organizację Reida. Państwa zeznania i ten pendrive (tak, mamy kopię) pozwolą nam zamknąć całą siatkę.
Sara spojrzała na niego oszołomiona.
— To pan dzwonił? I ostrzegał przede mną?
— Musiałem sprawdzić, czy może pani być zamieszana. Na szczęście jest pani czysta. A Rachel Goldstein współpracuje z nami od początku. To ona naprowadziła nas na trop.
A skoro o Rachel mowa — powiedział Chriss.
— Od czasu ostatniego pańskiego sms dręczy mnie pytanie co znaczy „Sara Goldstein jest córką Rachel, ale Rachel nie była jej matką. Rachel była jej babką”
— Och przepraszam panie Nowak, trochę namieszałem – chodzi o to że Rachel Goldstein była babką Sary i zmarła przy porodzie córki która również ma na imię Rachel. Więc jedna Rachel się urodziła druga zmarła 1960 roku.
W tym momencie — Rachel podeszła do Sary i Emily.
— Przepraszam, że musiałaś przez to przejść. Ale teraz już wszystko będzie dobrze.
Emily tuliła się do matki, a Sara płakała ze szczęścia.
Wychodziliśmy z kliniki, gdy zatrzymał mnie Torres.
— Jeszcze jedno, panie Nowak. Rachel wspomniała o czymś, co może pana zainteresować. Pański ojciec… on nie żyje, prawda?
— Tak, zmarł, gdy byłem dzieckiem.
— A jest pan pewien? Bo według naszych danych, człowiek o nazwisku Jan Nowak był współwłaścicielem Aeterny w latach 90. Potem zniknął. Może to zbieżność nazwisk, ale…
Zamarłem.
— Jan Nowak? Mój ojciec miał na imię Jan.
— Proszę sprawdzić w archiwach. To może być ważne.
Dał mi wizytówkę i odszedł.
Sara spojrzała na mnie pytająco.
— Coś nie tak?
— Nie wiem. Może nic. A może wszystko.
Koniec części 4
