Część 2: Głos z przeszłości
Marek stał nieruchomo, wstrzymując oddech. Dźwięk ustał, ale cisza, która zapadła, była jeszcze bardziej niepokojąca. Spojrzał na tablet – aplikacja wciąż analizowała dane, przetwarzając je w czasie rzeczywistym. Na ekranie pojawiły się linie widma, jakieś wykresy, a potem komunikat: „Identyfikacja: byt energetyczny. Poziom zagrożenia: niski. Zalecana ostrożność. Aby uzyskać pełny raport, wykup subskrypcję premium”.
— Zwariować można — szepnął Marek. Kto by pomyślał, że ciotka, emerytowana nauczycielka, miała wykupioną subskrypcję na tak zaawansowane narzędzie do analizy?
Zebrał się w sobie i ruszył w stronę schodów prowadzących do piwnicy. Drzwi były uchylone, a z ciemności ciągnęło chłodem. Kiedy zszedł na dół, poczuł wilgoć i zapach starej ziemi. Piwnica była większa, niż się spodziewał – ciągnęła się w głąb, tworząc labirynt korytarzy. Światło latarki wyłoniło z mroku półki pełne słoików z przetworami, ale także coś dziwnego – na jednej ze ścian wisiała stara kamera, a obok niej monitor. Kamera była podłączona do komputera, a na ekranie widać było obraz z pomieszczenia, w którym właśnie stał. Ale to nie było zwykłe nagranie – na nagraniu widział samego siebie, ale z dziwną, rozmytą postacią tuż za swoimi plecami.

Odwrócił się gwałtownie. Nikogo nie było. Ale kiedy ponownie spojrzał na monitor, postać wciąż tam była – stała teraz bliżej, jakby obserwowała go przez ekran. Marek poczuł ucisk w żołądku. To nie mógł być duch. To musiała być jakaś usterka, może stara platforma kursów online z efektami specjalnymi? Ciotka zawsze interesowała się nowinkami technologicznymi.
Zaczął przeszukiwać piwnicę. W kącie znalazł stary dziennik. Kartki były pożółkłe, a pismo ciotki – drżące, jakby pisała w wielkim stresie. Czytał:
„Dziś po raz pierwszy zobaczyłam go na nagraniu. Stał za mną, choć wiedziałam, że jestem sama. Aplikacja do analizy potwierdziła – to nie jest człowiek. Ale on nie jest zły. On chce mi coś powiedzieć. Próbuje się komunikować. Dziś zrozumiałam – to echo. Echo kogoś, kto tu kiedyś mieszkał. Kogoś, kto zginął, zanim zdążył dokończyć swoje dzieło.”
Marek przerzucił kilka stron. Późniejsze wpisy były coraz bardziej chaotyczne, pełne rysunków i symboli. Na jednej ze stron znalazł wykresy przypominające te z aplikacji – linie widma, które układały się w kształt twarzy. Pod spodem dopisek: „On wciąż tu jest. I wciąż pracuje. Używa mojego starego sprzętu komputerowego, by nagrywać swoje myśli. Muszę to udostępnić światu, ale boję się, że go skrzywdzą. Może lepiej, by pozostał w ukryciu.”

W tym momencie tablet znów pisnął. Na ekranie pojawiła się wiadomość: „Nowa aktywność w piwnicy. Źródło: nieznane. Czy chcesz uruchomić edycję wideo w czasie rzeczywistym?”. Marek, nie myśląc, kliknął „tak”. Na tablecie zaczął odtwarzać się film – nagranie z kamery, która wciąż była włączona. Zobaczył na nim, jak z cienia wyłania się postać – najpierw niewyraźna, potem coraz bardziej realna. To był mężczyzna w starym ubraniu, z twarzą pooraną zmarszczkami, ale o łagodnym spojrzeniu. Podszedł do miejsca, gdzie stał Marek, i spojrzał prosto w kamerę, a potem… powiedział coś. Dźwięk był zniekształcony, ale Marek zrozumiał jedno słowo: „Pomóż”.
dalsza część historii w części 3
