Część 4: Lustro
—
Marta nie pamiętała, jak wybiegła z piwnicy.
Pamiętała tylko ciemność, zimno i ten dotyk. Potem oślepiające światło latarki, którą ktoś – może ona sama – włączył. I ucieczkę. Stopnie, drzwi, przedpokój, ganek, noc.
Leżała w samochodzie. Siedziała na tylnym siedzeniu, z kluczykami w dłoni, gotowa w każdej chwili odjechać. Ale nie odjechała.
Czekała do rana.
—
Nad ranem wróciła do domu.
Słońce wschodziło nad lasem, różowe i spokojne. Ptaki już śpiewały. Dom wyglądał zwyczajnie. Stary, trochę straszny, ale tylko trochę.
Marta weszła do środka.
Skierowała się prosto na górę, do sypialni ciotki.
Lustro wciąż tam stało. Wielkie, w drewnianej ramie, lekko przykurzone. Odbijało pokój, łóżko, toaletkę, świecę, która już zgasła.
Podeszła do niego.
W odbiciu zobaczyła siebie. Bladą, zmęczoną, z pendrivem w dłoni.
Za sobą – nikogo.
Podeszła bliżej. Dotknęła tafli.
Była zimna. Bardzo zimna. Jak lód.
Wtedy w lustrze, za jej odbiciem, coś się poruszyło.
Cień. Szybki, niewyraźny. Przemknął z lewej na prawo.
Marta cofnęła rękę.
Cień zatrzymał się. Stał teraz tuż za nią, w odbiciu. Mężczyzna. Wysoki, w kapeluszu. Bez twarzy. Tylko ciemność pod rondem.
— Kim jesteś? — szepnęła.
Nie odpowiedział. Uniósł rękę i wskazał palcem na nią. Na jej odbicie.
A potem zniknął.
—
Marta zeszła na dół. Usiadła przy kuchennym stole, włączyła laptopa. Włożyła pendrive.
Na ekranie pojawiły się pliki. Kilkanaście filmów, dokumenty tekstowe, folder z nagraniami audio.
Otworzyła pierwszy film.
Ciotka Helena. Siedziała w tym samym pokoju, w piwnicy, który Marta widziała w nocy. Za nią monitory, na nich obrazy z kamer.
— Marto, jeśli to oglądasz, znaczy, że podjęłaś decyzję. Albo przynajmniej jesteś blisko. Wysłuchaj mnie uważnie.
Ciotka mówiła spokojnie, rzeczowo. Opowiedziała historię domu. O cmentarzysku, o duchach, o tym, który był inny. O nazywała go Cieniem.
— On nie jest duchem w zwykłym rozumieniu. On jest… czymś starszym. Był tu, zanim powstał cmentarz. Zanim powstał las. Może nawet zanim pojawili się ludzie. Żywił się energią tych, którzy umierali w tym miejscu. Przez wieki. Aż stał się silny. Bardzo silny.
Marta wstrzymała oddech.
— Ja go uwięziłam — ciągnęła ciotka. — Ale nie mogłam go zniszczyć. Do tego potrzebna jest ofiara. Ktoś, kto odda mu swoje ciało, a potem… potem sam go unicestwi od środka.
— Rozumiesz? — ciotka spojrzała prosto w kamerę. — Ja oddałam mu swoje ciało. To, które leży w piwnicy. On myśli, że je przejął. Ale to pułapka. Moja świadomość wciąż w nim tkwi. Czekam na ciebie. Bo tylko ty możesz dokończyć rytuał.
— Na biurku, w piwnicy, jest skrzynka. W niej znajdziesz wszystko, czego potrzebujesz. Kamery, głośniki, generator częstotliwości. Oprogramowanie mam na pendrivie. Zainstalujesz je na laptopie. Potem zejdziesz do piwnicy, połączysz się z platformą kursów online – tam, w zakładce Narzędzia premium, jest aplikacja do generowania dźwięków. Ustawisz częstotliwość na 7.83 Hz. To częstotliwość rezonansu Schumanna. Ona zakłóca jego pole energetyczne.
Ciotka mówiła dalej, wyjaśniając każdy krok. Synchronizacja obrazu z dźwiękiem. Odliczanie. Moment, w którym lustro pęknie.
— I wtedy, Marto, on wyjdzie. I wejdzie w pierwsze żywe ciało. Będzie chciał wejść w ciebie. Ale ty nie możesz mu na to pozwolić. Musisz skierować go na mnie. Na moje ciało w fotelu. Ono jest puste, gotowe. On w nie wejdzie, a wtedy ja… ja go zatrzymam. Na zawsze.
— Ale musisz być szybka. I musisz być odważna. I musisz mi zaufać.
Film się skończył.
Marta siedziała nieruchomo.
Zaufać ciotce, której nie widziała pięć lat. Zaufać kobiecie, która zostawiła jej w spadku dom pełen duchów i mumię w piwnicy.
Ale nie miała wyboru.
—
Przygotowania zajęły jej cały dzień.
Znalazła skrzynkę. W środku kamery, głośniki, generator. Zainstalowała oprogramowanie. Połączyła się z platformą kursów online – konto premium ciotki wciąż działało. Aplikacja do generowania dźwięków była tam, gdzie opisała. Ustawiła częstotliwość.
Zapadł zmierzch.
Marta stała przed lustrem w sypialni. W ręku trzymała młotek. Obok laptop z uruchomionym programem. Głośniki ustawione po obu stronach.
— Gotowa? — szepnęła do siebie.
W lustrze, za swoim odbiciem, zobaczyła Cienia. Stał nieruchomo. Czekał.
Zamachnęła się.
Uderzyła.
Lustro pękło z hukiem, który rozsadził ciszę. Tafla rozpadła się na tysiące kawałków, które posypały się na podłogę jak deszcz ze szkła.
I wtedy poczuła.
Zimno. Gwałtowne, przenikliwe, wchodzące w nią. Jakby ktoś wlewał w nią lodowatą wodę.
Cień wypełzał z rozbitego lustra. Bezkształtny, ciemny, ogromny. Wypełniał pokój, sięgał sufitu, otaczał ją ze wszystkich stron.
Wreszcie — usłyszała w myślach. Wolność.
Poczuła, że coś wciska się w jej umysł. Obce myśli, obce pragnienia, obcy głód.
Walczyła.

Przypomniała sobie instrukcje ciotki. Przycisk na laptopie. Uruchomienie częstotliwości.
Sięgnęła ręką. Cień próbował ją powstrzymać, ale jej palce już naciskały klawisz.
Z głośników popłynął dźwięk. Niski, głęboki, wibrujący. Nie słyszała go, ale czuła. Każdą komórką ciała.
Cień zasyczał. Skurczył się. Na moment stracił władzę nad jej umysłem.
Marta rzuciła się w stronę schodów. Zbiegła na dół, do piwnicy. Za nią Cień, rozwścieczony, wściekły, gonił.
Wpadła do pokoju z monitorami. Ciało ciotki wciąż siedziało w fotelu.
— Teraz! — krzyknęła Marta. — Wchodź w nią!
Cień zawahał się. Przez ułamek sekundy stał nieruchomo, jakby analizował sytuację.
Potem runął w stronę ciała.
I wtedy oczy ciotki otworzyły się.
—
Marta cofnęła się pod ścianę.
Ciało w fotelu poruszyło się. Sucha skóra, martwe dłonie, ale oczy żywe. Patrzyły na nią.
— Udało się — powiedział głos. Głos ciotki. Inny niż na nagraniu. Zmęczony, ale spokojny. — Dziękuję.
Marta nie mogła wydobyć z siebie słowa.
Ciotka wstała. Jej ruchy były sztywne, nienaturalne, ale po chwili stała się bardziej płynna. Podeszła do Marty.
— Nie bój się. To naprawdę ja. On jest we mnie. Ale ja go trzymam. I już nigdy nie wyjdzie.
— Jak… jak to możliwe? — wykrztusiła Marta.
— Długo by tłumaczyć. — Ciotka uśmiechnęła się. Ten sam uśmiech co na fotografii. — Ale nie mam wiele czasu. To ciało nie wytrzyma długo. Kilka godzin, może dzień. Potem on wróci do prób. Ale ty już będziesz bezpieczna.
— Co mam zrobić?
— Nic. Wracaj do domu. Do swojego życia. Dom sprzedaj. Pieniądze ze spadku, z polisy – wszystko jest na koncie bankowym. Adwokat ci pomoże. Tylko… — zawahała się — tylko nie mów mu wszystkiego. Nie zrozumie.
Marta patrzyła na ciotkę. Na jej wysuszoną twarz, na oczy, w których wciąż tliło się życie.
— Dlaczego mi to zrobiłaś? — szepnęła. — Dlaczego mnie w to wciągnęłaś?
Ciotka położyła suchą dłoń na jej ramieniu.
— Bo cię kochałam. I wiedziałam, że tylko ty dasz radę. Jesteś silniejsza, niż myślisz. Zawsze taka byłaś.
Marta poczuła, że oczy jej wilgotnieją.
— A teraz idź. Zanim on spróbuje jeszcze raz.
—
Marta wyszła z domu o świcie.
Słońce wschodziło nad lasem, ptaki śpiewały. Dom wyglądał zwyczajnie. Stary, trochę straszny, ale tylko trochę.

Wsiadła do samochodu. Przez chwilę siedziała, patrząc na budynek.
Na ganku stała ciotka.
Machnęła ręką.
Potem odwróciła się i weszła do środka.
Marta odjechała.
—
Minął miesiąc.
Rozliczenie spadku przebiegło bez przeszkód. Adwokat, choć zdziwiony nagłą zmianą decyzji ubezpieczyciela, załatwił wszystkie formalności. Pieniądze wpłynęły na konto. Polisa została zrealizowana.
Marta sprzedała dom. Kupiec znalazł się szybko – jakaś para z miasta, szukająca ciszy i spokoju.
Ostatniego dnia przed podpisaniem aktu notarialnego Marta przyjechała tam jeszcze raz.
Dom stał pusty. Okna zabite deskami, drzwi opieczętowane.
Podeszła do ganku. Na schodkach leżała koperta.
W środku znajdowała się fotografia. Ta sama, którą znalazła pierwszego dnia. Ciotka Helena i mężczyzna w kapeluszu.
Ale teraz twarz mężczyzny była wyraźna.
Marta wstrzymała oddech.
To był on. Adwokat. Andrzej Szymczak.
Na odwrocie dopisek: Zdjęcie z 1987. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, kim jest. Dowiedziałam się za późno. Ale ty już wiesz. Uważaj na niego. On wciąż tu jest. C.
Marta spojrzała na dom.
W oknie na piętrze, w tym, gdzie stało lustro, ktoś stał.
Cień.
Machnął ręką.
Potem zniknął.
Marta wsiadła do samochodu.
Odjeżdżając, w lusterku wstecznym zobaczyła, że na ganku stoi kobieta. W sukience w kwiaty. Z uśmiechem na twarzy.
Ciotka Helena.
Machnęła jej na pożegnanie.
A potem dom zniknął za zakrętem.
—
KONIEC
Ale czy na pewno?
Bo kiedy Marta otworzyła wieczorem laptopa, na platformie kursów online pojawiła się nowa wiadomość.
Od nadawcy: Helena.
Treść: Wracaj. Potrzebuję cię jeszcze raz. Tym razem to on wie, że go oszukałam. I nie odpuści.
A pod spodem: *Twoja subskrypcja premium została przedłużona na kolejny rok. Dziękujemy za zaufanie.

