Reklama

POLISA ŚMIERCI

CZĘŚĆ DRUGA: DŁUGI

Rozdział 3

Wróciła do biura po południu.

Na biurku czekała na nią sterta nowych dokumentów. Wśród nich – raport z analizy finansowej firmy Wolskiego.

Wolski Budownictwo miało długi. Ogromne długi. Kredyty w pięciu bankach, łącznie na osiem milionów złotych. Zaległe faktury od podwykonawców na kolejne dwa miliony. I komornik, który właśnie zajął część majątku firmy.

Ale jednocześnie – prywatne konto w Szwajcarii z czterema milionami złotych.

Ktoś wyprowadzał pieniądze z firmy, by ratować siebie.

Ktoś, kto wiedział, że firma upadnie.

Ktoś, kto chciał zabezpieczyć swoją rodzinę.

Tomasz Wolski.

Ale czy to możliwe, żeby człowiek, który przez lata budował firmę, nagle ją porzucił i uciekał z pieniędzmi?

Nie trzymało się to kupy.

Sięgnęła po raport z sekcji zwłok.

Przyczyna śmierci: zawał serca. Standard. Ale w rubryce „Uwagi” ktoś dopisał ołówkiem:

„Ślady nakłuć na lewym przedramieniu. Niewyjaśnione.”

Nakłucia?

Zadzwoniła do zakładu medycyny sądowej.

– Dzień dobry, mówi Ada Wolińska z „Bezpiecznej Przyszłości”. Chciałabym porozmawiać z lekarzem, który przeprowadzał sekcję Tomasza Wolskiego.

– Przykro mi, pani doktor wyjechała na urlop. Wróci za dwa tygodnie.

– A mogę dostać numer do niej?

– Nie udzielamy takich informacji.

Rozłączyli się.

Ada czuła, że coś jest nie tak.

Zbyt wiele przypadków. Zbyt wiele zbiegów okoliczności.

Żelazny, nakłucia, przelewy, dziwny dopisek w polisie.

I syn, który twierdzi, że ojciec został zamordowany.

Zadzwoniła do Adama.

– Spotkajmy się – powiedziała. – Muszę panu zadać kilka pytań.

– Gdzie?

– Tam, gdzie nikt nas nie usłyszy. W kawiarni na Nowym Świecie. Za godzinę.

Spotkanie w małej kawiarni na Nowym Świecie miało być tylko rozmową o finansach i przeszłości Tomasza Wolskiego. Z każdą minutą stawało się jednak jasne, że sprawa jego śmierci może mieć związek z czymś znacznie bardziej niebezpiecznym.

Kawiarnia była mała, przytulna, pachniała kawą i cynamonem. Adam siedział przy stoliku w kącie, wpatrzony w okno.

– Dziękuję, że pan przyszedł – powiedziała Ada, siadając naprzeciwko.

– Co pani znalazła?

– Dużo. I nic. Pana ojciec wyprowadzał pieniądze z firmy do Szwajcarii. Brał kredyty, których nie mógł spłacić. I ktoś zrobił mu zastrzyk przed śmiercią.

– Zastrzyk?

– Są ślady nakłuć na ramieniu. Niewyjaśnione w raporcie.

Adam pobladł.

– Wiedziałem. Wiedziałem, że to nie był zawał.

– Kto mógł to zrobić?

– Nie wiem. Ale ojciec bał się ostatnio. Mówił, że ma kłopoty. Że ktoś mu grozi.

– Kto?

– Nie chciał powiedzieć. Mówił tylko, że to sprawa ubezpieczeń. I że jeśli umrze, mam uważać na pewnego mecenasa.

– Żelaznego?

– Tak.

Ada spojrzała na niego uważnie.

– A pan? Ma pan jakieś długi?

Adam spuścił wzrok.

– Miałem. Kilka lat temu. Narkotyki, hazard. Ojciec spłacił wszystko. Ale teraz… teraz jestem czysty.

– Wierzę panu.

Nagle Ada poczuła, że ktoś na nich patrzy.

Odwróciła się.

Przy stoliku obok siedział mężczyzna w czarnej kurtce. Czytał gazetę, ale jego oczy… jego oczy patrzyły wprost na nich.

– Chodźmy – szepnęła.

Wyszli szybko.

Na ulicy było zimno. Deszcz znów zaczął padać.

– Kto to był? – zapytał Adam.

– Nie wiem. Ale myślę, że ktoś nas obserwuje.

– Co robimy?

– Idziemy do banku. Do tego, w którym ojciec miał konto. Musimy sprawdzić, kto jeszcze miał do niego dostęp.

Bank mieścił się w centrum. Dyrektor, pani w średnim wieku o surowej twarzy, przyjęła ich niechętnie.

– Przykro mi, ale bez postanowienia sądu nie mogę udzielić informacji.

– Chodzi o śledztwo w sprawie morderstwa – powiedziała Ada.

– Morderstwa? Policja nic mi nie mówiła.

– Bo to nieoficjalne. Proszę, to ważne.

Dane z systemu bankowego potwierdziły podejrzenia Ady. Ktoś logował się na konto Tomasza Wolskiego już po jego śmierci i przenosił pieniądze za granicę. To oznaczało, że ktoś bardzo dobrze znał jego finanse – i wiedział, co robi.

Dyrektor zawahała się.

– Dobrze. Ale tylko podstawowe informacje.

Wprowadziła ich do systemu.

– Konto Tomasza Wolskiego. Ostatnie transakcje… – urwała. – To dziwne.

– Co?

– Ktoś logował się na to konto dzień po jego śmierci. Z Warszawy. I przelał resztę pieniędzy do Szwajcarii.

– Kto?

– Nie wiem. Logowanie było z komputera w kafejce internetowej. Ale… ale przelew został autoryzowany przez drugą osobę.

– Drugą? Kto to?

– Współposiadaczka konta. Żona.

Ada i Adam wymienili spojrzenia.

– Matka? – wyszeptał Adam.

– Tak. Pani Helena Wolska.

Reklama

Najnowsze

Reklama
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Zobacz podobne:

Reklama