CZĘŚĆ CZWARTA: DOWODY
Rozdział 6
Magazyn przy Łodygowej był starym, zaniedbanym budynkiem na obrzeżach miasta. Śmierdziało wilgocią, rdzą i szczurami. Boks 43 znajdował się na samym końcu długiego korytarza.
Ada otworzyła drzwi.
W środku, na półkach, leżały pudła. Stosy pudeł. Wszystkie opisane: „Wolski – dokumenty”.
Zaczęła przeglądać.
Były tam umowy, rachunki, wyciągi bankowe. I listy. Dziesiątki listów.
Jeden przykuł jej uwagę.
Był to list od Tomasza Wolskiego do Romana Żelaznego.
„Romanie,
Nie mogę dłużej milczeć. To, co robimy, jest złe. Wykupujemy polisy na życie chorych ludzi, a potem… potem pomagamy im umrzeć. Dla pieniędzy. Dla funduszy. Dla zysku.
Ja chcę z tym skończyć. Jeśli nie przestaniesz, pójdę na policję.
Tomasz”
Ada oparła się o ścianę.
Więc o to chodziło.

Żelazny i Wolski prowadzili proceder. Wykupywali polisy śmiertelnie chorych ludzi – albo namawiali ich do wykupienia ubezpieczeń – a potem przyspieszali ich śmierć. Dostawali pieniądze z polis. Dzielili się zyskiem.
Ale Tomasz chciał przestać. I za to zginął.
Zadzwoniła do Nowaka.
– Mam dowody. Przyjeżdżajcie.
– Gdzie pani jest?
Podała adres.
– Proszę tam zostać. Nie ruszać się. Zaraz będziemy.
Czekała.
Minuty dłużyły się niemiłosiernie.
Nagle usłyszała kroki na korytarzu.
Czyjeś ciężkie, miarowe kroki.
– Pani Wolińska? – to był głos Żelaznego.
Zamarła.
– Myślała pani, że mnie oszuka? Że nie będę wiedział, gdzie pani jest? Mam swoich ludzi wszędzie.
Stanął w drzwiach. W ręku trzymał pistolet.
– Proszę oddać te dokumenty. I nie zrobię pani krzywdy.
– Nie oddam. To dowody.
– Na co? Na to, że pomagaliśmy ludziom odchodzić bez cierpienia? Że dawaliśmy im godną śmierć? To nie zbrodnia.
– To morderstwo.
– To biznes. – Żelazny uśmiechnął się. – Ludzie i tak umierają. My tylko przyspieszamy ten proces. A przy okazji zarabiamy. Polisy, ubezpieczenia, fundusze – to wszystko kręci się w kółko. Pieniądz robi pieniądz.
– A Tomasz? On też był w to wplątany?
– Był. Ale chciał się wycofać. Nie mogłem na to pozwolić.
– Więc go zabiłeś.
– Tak. I zabiłbym każdego, kto staje mi na drodze.
Uniósł pistolet.
Nagle z korytarza dobiegł huk.
Drzwi otworzyły się z hukiem.
Wpadli policjanci.
– Ręce do góry!
Żelazny odwrócił się, ale było za późno. Po chwili leżał na ziemi, skuty kajdankami.
Nowak podszedł do Ady.
– Żyje pani?
– Żyję. Dzięki.
– To ja pani dziękuję. Gdyby nie ten telefon…
Ada uśmiechnęła się słabo.
– To teraz już wszystko jasne.
– Prawie wszystko. Musimy przejrzeć te dokumenty.
—
Rozdział 7
Dokumentów było mnóstwo.

Przez tydzień policja i prokuratura analizowały każdy papier. Okazało się, że Żelazny i jego wspólnicy prowadzili proceder od dziesięciu lat. Wykupili polisy na życia ponad pięćdziesięciu osób. W większości byli to starzy, chorzy ludzie, którzy nie mieli rodziny. Dostawali pieniądze z ubezpieczeń, a potem – gdy nikt nie patrzył – dostawali zastrzyk, który przyspieszał ich odejście.
Tomasz Wolski był ich wspólnikiem. Ale gdy jego firma zaczęła przynosić straty, a on sam zaczął mieć wyrzuty sumienia, postanowił się wycofać. Żelazny nie mógł na to pozwolić.
Helena Wolska, po wyjściu ze szpitala, zeznawała przeciwko Żelaznemu. Przyznała, że wiedziała o interesach męża, ale nie o morderstwach. I że bała się odezwać, bo grożono jej śmiercią.
Adam Wolski odzyskał spokój. Wiedział, że ojciec nie był święty, ale przynajmniej prawda wyszła na jaw.
Ada dostała awans. I nagrodę finansową za pomoc w śledztwie.
Ale jedno pytanie pozostało.
Kto podrzucił jej klucz do magazynu?
Kto wiedział, gdzie są dokumenty?
I dlaczego jej pomógł?
