CZĘŚĆ TRZECIA: ŻONA
Rozdział 4
Helena Wolska mieszkała w willi w Konstancinie.
Dom był duży, nowoczesny, otoczony ogrodem. Ale gdy Ada i Adam podeszli do drzwi, poczuli, że coś jest nie tak.
Drzwi były uchylone.
– Mamo? – zawołał Adam.
Cisza.
Weszli do środka.
W domu panował bałagan. Porozrzucane papiery, przewrócone krzesła, otwarte szafki. Jakby ktoś szukał czegoś w pośpiechu.

– Mamo!
Z góry dobiegł słaby głos.
Pobiegli na piętro.
Helena Wolska leżała na podłodze w sypialni. Żyła, ale była nieprzytomna. Na jej skroni widniała rana.
– Dzwon po karetkę! – krzyknęła Ada.
Adam wyjął telefon.
Po chwili przyjechało pogotowie. Zabrali Helenę do szpitala.
Ada została w domu.
Przeszukiwała pokój po pokoju.
W gabinecie Tomasza znalazła sejf. Był otwarty. W środku – puste miejsce.
Ktoś zabrał dokumenty.

Ale na podłodze, pod biurkiem, leżała kartka.
Podniosła ją.
Był to list. Pisany ręcznie, drżącą ręką.
„Drogi Adamie,
Jeśli to czytasz, znaczy, że stało się coś złego. Musisz wiedzieć: twój ojciec nie był tym, za kogo go uważałeś. On wiedział o wszystkim. O polisach, o ubezpieczeniach, o pieniądzach. I zgodził się milczeć.
Ale ktoś nie chciał, żeby milczał. Ktoś, kto zarządza ogromnymi funduszami. Ktoś, kto ma swoje konta w rajach podatkowych. Ktoś, kto jest gotów zabić, by chronić swoje tajemnice.
Uciekaj. Zanim będzie za późno.
Mama”
Ada schowała list do kieszeni.
Zadzwoniła na policję.
—
Rozdział 5
Komisarz Krzysztof Nowak przyjechał po godzinie.
Był to mężczyzna około czterdziestki, o twarzy pooranej zmarszczkami i oczach, które widziały już wszystko. Wysłuchał relacji Ady, obejrzał dom, zabezpieczył ślady.
– To wygląda na włamanie – powiedział. – Ale nie typowe. Ktoś czegoś szukał.
– Dokumentów – odparła Ada. – Związanych z finansami Tomasza Wolskiego.
– Wie pani, co to było?
– Nie. Ale wiem, że ktoś chciał je zdobyć. I że Helena Wolska została napadnięta, by im nie przeszkadzała.
– Ma pani podejrzenia, kto to mógł być?
– Mam. Mecenas Roman Żelazny.
Nowak uniósł brew.
– Żelazny? To poważne oskarżenie.
– Wiem. Ale on był agentem polisy Wolskiego. I coś ukrywa.
– Sprawdzimy.
Pojechali do szpitala.
Helena Wolska odzyskała przytomność. Leżała na łóżku, blada, z bandażem na głowie.
– Mamo – powiedział Adam, siadając przy niej. – Kto to zrobił?
– Nie wiem – wyszeptała. – Byłam w domu, ktoś zadzwonił do drzwi. Otworzyłam. I wtedy… uderzył mnie.
– Czego szukał?
– Dokumentów. Twojego ojca. Mówił, że jeśli mu nie powiem, gdzie są, zabije mnie.
– I powiedziałaś?
– Nie. Nie wiedziałam. On trzymał wszystko w sejfie. Ale sejf był pusty, gdy przyszliśmy.
Nowak pochylił się nad nią.
– Pani Wolska, czy wie pani coś o koncie męża w Szwajcarii?
– Wiedziałam. Mówił mi. Że to na czarną godzinę. Że jeśli coś mu się stanie, mam tam pojechać i odebrać pieniądze.
– A ktoś inny wiedział?
– Tylko my. I Żelazny. On pomagał przy zakładaniu konta.
Nowak skinął głową.
– Dziękuję.
Wyszli na korytarz.
– To Żelazny – powiedziała Ada. – On zabił Tomasza. I teraz chce zniszczyć dowody.
– Ale po co? – zapytał Nowak. – Po co miałby ryzykować?
– Bo w polisie była klauzula. Że jeśli Tomasz umrze z przyczyn nienaturalnych, pieniądze idą do fundacji, nie do żony. A fundacja… fundacja jest kontrolowana przez Żelaznego.
– Skąd pani wie?
– Sprawdziłam. Fundacja Pomocy Dzieciom. Prezes zarządu: Roman Żelazny.
Nowak gwizdnął.
– To zmienia postać rzeczy.
– Musimy go zatrzymać. Zanim zniszczy wszystkie dowody.
– Nie mamy podstaw. To tylko poszlaki.
– A napad na Helenę? To też poszlaka?
– To może być włamanie. Nie musi mieć związku z Żelaznym.
Ada zacisnęła pięści.
– Więc musimy znaleźć coś więcej.
– Co?
– Dokumenty. Te, które zniknęły z sejfu. Jeśli je znajdziemy, będziemy mieli dowód.
– Gdzie ich szukać?
Ada pomyślała przez chwilę.
– U Żelaznego. W jego kancelarii. On je tam trzyma.
– Nie wejdziemy bez nakazu.
– To zdobądźmy nakaz.
Nowak spojrzał na nią.
– Pani Wolińska, pani jest niezwykła. Ale to niebezpieczne.
– Wiem. Ale nie mam wyboru.
Wróciła do biura.
Na biurku czekała na nią kolejna niespodzianka.
Koperta. Bez nadawcy.
Otworzyła.
W środku była kartka. I klucz.
Na kartce widniał adres: „Magazyn przy ul. Łodygowej 17, boks 43”
I dopisek:
„Tu są dokumenty. Spiesz się. Zanim on je znajdzie.”
Ada chwyciła torebkę i wybiegła.
