Reklama

Tajemnice długu dworu

Deszcz padał nieprzerwanie od trzech dni.Samuel Wickham poprawił kołnierz płaszcza, ale woda i tak znajdowała drogę do jego szyi – zimnymi, uporczywymi kroplami, które spływały za koszulę. Droga przed nim rozmazywała się w szarości, koleiny wypełnione wodą odbijały niebo, które nie istniało, bo nie było nieba, była tylko nisko zawieszona, wełnista mgła.

CZĘŚĆ PIĄTA: OFIARA

Rozdział 12

Samuel patrzył na nią, nie wierząc własnym uszom.

– Pani córka? Mówiła pani, że nie ma pani nikogo.

– Bo nie ma. Dla mnie. Ale ona istnieje. Mieszka w Carlisle. Nie wie o mnie, nie wie o tym domu. Oddałam ją do sierocińca, gdy była mała. Myślałam, że tak będzie lepiej. Że ucieknie od przekleństwa.

– I uciekła?

– Myślałam, że tak. Ale teraz wiem, że nie. Przekleństwo ciąży na wszystkich, którzy mają w żyłach krew Wickhamów. A ona ma. Jej ojciec… jej ojciec był Wickhamem.

Samuel zamarł.

– Thomas?

Martha skinęła głową.

– Thomas i ja… to było dawno. Zanim ożenił się z tą biedną dziewczyną, która uciekła. Kochaliśmy się. I urodziła się córka. Ma teraz dwadzieścia pięć lat. Nazywa się Agnes.

– I ona może zająć moje miejsce? Ona jest Wickhamem.

– Tak. Ale żeby to zrobić, musi chcieć. Dobrowolnie. I musi… musi pan ją o to poprosić.

Samuel wstał.

– Jadę do Carlisle.

– Nie zdąży – powiedziała Martha cicho. – Została jedna noc. Do Carlisle dzień drogi. Nawet jeśli pojedzie pan teraz, wróci pan po terminie.

– To co mam zrobić?

Martha patrzyła na niego długo.

– Ja pojadę. Znam drogę, mam konia. Przywiozę ją tutaj, jeśli zechce. Ale pan musi… musi pan zrobić coś innego.

– Co?

– Musi pan pójść do pokoju na końcu korytarza. I negocjować z nimi. Opóźnić termin. Dać mi czas.

– Negocjować? Z Pożyczkodawcami?

– Tak. To ryzykowne, ale może się udać. Oni lubią… gry. Lubią układy. Jeśli zaproponuje im pan coś w zamian za czas, może się zgodzą.

– Co mogę im zaoferować?

Martha wzruszyła ramionami.

– Nie wiem. Ale musi pan spróbować.

Rozdział 13

Martha odjechała w deszcz, na starym, zmęczonym koniu.

Samuel został sam w domu, który oddychał.

Bo tak – teraz słyszał to wyraźnie. Dom oddychał. Ściany pracowały, podłoga skrzypiała w rytmie czyjegoś oddechu. I w tym oddechu było coś więcej niż tylko drewno i kamień. Była obecność.

Poszedł na górę.

Drzwi do pokoju na końcu korytarza stały otworem. W środku paliły się świece, tysiące świec, choć nikt ich nie zapalał. Przy stole siedział Alistair. Obok niego Thomas. I dwaj inni, starsi, których twarze znał tylko z portretów.

– Czekaliśmy na ciebie – powiedział Alistair. – Wiedzieliśmy, że wrócisz.

Samuel usiadł.

– Chcę negocjować.

– Negocjować? – Alistair uśmiechnął się. – Z nimi się nie negocjuje. Oni tylko stawiają warunki.

– Więc niech postawią. Potrzebuję czasu. Do jutra wieczór.

Z cienia wyszedł Culpepper.

Nie był już człowiekiem z banku. Był czymś innym – wysokim, bladym, z oczami bez źrenic. Jego usta poruszały się, ale głos dochodził skądś z głębi pokoju.

– Czasu? Po co ci czas, Wickhamie?

– Żeby spłacić dług. Właściwie.

– Właściwie? – Culpepper zaśmiał się. – Myślisz, że możesz nas oszukać? My wiemy wszystko. Wiemy o kobiecie, która jedzie do Carlisle. Wiemy o córce Thomasa. Ale ona nie zdąży. A nawet jeśli zdąży, czy odda się za ciebie? Czy pokocha cię bardziej niż życie? Nie zna cię.

– To nie o miłość chodzi – powiedział Samuel twardo. – Chodzi o dług. O krew. Ona jest Wickhamem. Może zająć moje miejsce.

– Może – przyznał Culpepper. – Ale tylko jeśli dobrowolnie się zgodzi. A zgodzi się tylko wtedy, gdy ją o to poprosisz. I gdy uzna, że warto.

– Więc dajcie mi czas, bym mógł ją o to poprosić.

Culpepper patrzył na niego długo. Jego oczy były puste, ale w tej pustce czaiło się coś, co mogło być zaciekawieniem.

– Lubimy gry – powiedział wreszcie. – Zagramy z tobą. Dostaniesz czas do świtu. Ale pod jednym warunkiem.

– Jakim?

– Zostaniesz tu, z nami. Do świtu. Jeśli przeżyjesz tę noc, nie oszalejesz, nie uciekniesz – dostaniesz swoją szansę. Jeśli nie… zostaniesz z nami na zawsze. Teraz.

Samuel spojrzał na Alistaira. Ten pokręcił głową – nie rób tego.

Ale Samuel skinął.

– Zgoda.

Rozdział 14

Noc była długa.

Najdłuższa w jego życiu.

Pożyczkodawcy nie atakowali go wprost. Oni… pokazywali mu rzeczy. Rzeczy, które mogły się wydarzyć. Rzeczy, które się wydarzyły. Rzeczy, które mogłyby się wydarzyć, gdyby podjął inne decyzje.

Widział matkę, która umarła, gdy był dzieckiem. Widział ojca, który pił, aż w końcu się zapił na śmierć. Widział siebie w Londynie, samotnego, liczącego grosze, jedzącego czerstwy chleb.

I widział coś jeszcze.

Dziewczynę.

Młodą, jasnowłosą, z oczami pełnymi śmiechu. Siedziała naprzeciwko niego przy stole w małym domku, a on trzymał ją za rękę. Czuł ciepło tej dłoni. Czuł, że jest kochany.

– To mogło być twoje – szepnął Culpepper z cienia. – Gdybyś wybrał inaczej. Gdybyś nie przyjechał do Crossthwaite.

– Kto to? – zapytał Samuel, choć głos mu drżał.

– Twoja przyszłość. Kobieta, którą mógłbyś pokochać. Dzieci, które mógłbyś mieć. Szczęście, które mogłoby być twoje. Ale wybrałeś inaczej. Wybrałeś długi i śmierć.

Obraz zniknął.

Samuel został sam w ciemności.

I wtedy zrozumiał.

To było to, co najcenniejsze.

Nie pieniądze. Nie majątek. Nie nawet życie.

To była przyszłość. Szansa na miłość. Na szczęście. Na bycie kochanym.

On nigdy tego nie miał. Ale mógł mieć. Gdyby nie długi, gdyby nie dom, gdyby nie przekleństwo.

I to właśnie mógł oddać.

Swoją przyszłość.

Ale jeśli ją odda, nigdy nie pozna tej dziewczyny. Nigdy nie będzie kochany. Nigdy nie będzie szczęśliwy.

Czy to było warte życia?

Nie wiedział.

Świt nadszedł, zanim podjął decyzję.

Culpepper stał nad nim, blady jak ściana.

– Czas minął – powiedział. – Przetrwałeś. Dostajesz swoją szansę. Do wieczora.

I zniknął.

Samuel podniósł się z podłogi. Był wyczerpany, ale żył.

Zszedł na dół.

Nadzieja w mroku: Pojawienie się Agnes, córki Marthy i Thomasa, zmienia bieg historii. Jej obecność w Crossthwaite nie jest przypadkowa. Poznaj dramatyczny wybór, przed którym stanęła Agnes.

Przy kominku siedziała Martha. I obok niej młoda kobieta o jasnych włosach i oczach pełnych strachu.

Agnes.

Rozdział 15

Patrzyli na siebie przez długą chwilę.

Ona była piękna. I miała w sobie coś, co Samuel rozpoznał – tę samą samotność, to samo poczucie zagubienia, które on nosił w sobie od lat.

– Matka mi powiedziała – odezwała się pierwsza. Głos miała cichy, ale spokojny. – O długu. O przekleństwie. O panu.

– Nie musisz tego robić – powiedział Samuel. – To nie twoja walka.

– A twoja? – zapytała. – Dlaczego ty masz umierać?

– Nie umrę. Będę żył. Tam. Z nimi.

– To gorsze niż śmierć – szepnęła Martha.

Agnes podeszła bliżej.

– Ona mówi, że jeśli się oddam za ciebie, dług zostanie spłacony. Że ty będziesz wolny. I że ja… ja dołączę do nich.

– Tak.

– I co ja tam będę robić?

– Będziesz czekać – powiedział Samuel. – Jak oni wszyscy. Na następnego Wickhama.

Agnes milczała. Patrzyła na ogień.

– Nie mam nikogo – powiedziała wreszcie. – W sierocińcu byłam sama. Potem u kupca, gdzie służyłam, też byłam sama. Nikt mnie nie kochał. Nikt na mnie nie czekał.

– Ja… – zaczął Samuel, ale urwał.

Bo nagle zrozumiał.

To była jego szansa. Jego przyszłość. Ta dziewczyna z wizji – to była Agnes. On mógł ją pokochać. Mógł z nią być szczęśliwy. Jeśli tylko przeżyje.

Ale żeby przeżyć, musiałaby umrzeć za niego.

– Nie proszę cię o to – powiedział cicho. – Nie mogę.

– Dlaczego?

Bo cię kocham. Bo dopiero co cię poznałem, a już wiem, że bez ciebie nie chcę żyć. Bo ty jesteś moją przyszłością.

Ale nie powiedział tego.

Powiedział tylko:

– Bo to niesprawiedliwe.

Agnes uśmiechnęła się. Pierwszy raz.

– Życie nie jest sprawiedliwe. Ale wybory mogą być.

Zapadła noc.

Księżyc w pełni wisiał nad dworem, ogromny, srebrny. W domu zapłonęły wszystkie świece, choć nikt ich nie zapalał. Drzwi na górze otworzyły się z hukiem.

Culpepper stał w progu.

– Czas – powiedział.

Samuel i Agnes spojrzeli na siebie.

– Zostań – szepnął Samuel.

– Nie mogę – odparła. – Ale ty możesz żyć. Dla mnie.

I zanim zdążył zareagować, podeszła do Culpeppera.

Wielkie poświęcenie: Moment, w którym Agnes oddaje swoją przyszłość za wolność Samuela. Dług zostaje spłacony, a mrok opuszcza dwór Wickhamów. To najbardziej poruszająca scena całej opowieści.

– Ja się oddaję – powiedziała głośno i wyraźnie. – Za Samuela Wickhama. Dobrowolnie.

Culpepper patrzył na nią przez chwilę. W jego oczach błysnęło coś, co mogło być szacunkiem.

– Czy wiesz, co robisz, dziewczyno?

– Wiem.

– Oddajesz swoją przyszłość. Swoje życie. Swoją szansę na miłość.

– Wiem.

Culpepper skinął głową.

– Niech tak będzie.

I Agnes zniknęła.

Po prostu rozpłynęła się w powietrzu, jakby nigdy jej nie było. Został tylko zapach – lawendy i czegoś słodkiego, czego Samuel nie umiał nazwać.

Martha osunęła się na kolana, płacząc.

Samuel stał jak skamieniały.

Culpepper odwrócił się do niego.

– Dług spłacony – powiedział. – Wickhamowie są wolni. Alistair, Thomas, inni – wszyscy odeszli. A ty… ty możesz żyć.

– Gdzie ona jest?

– Tam, gdzie oni byli. W Krainie pod Wzgórzem. Ale nie martw się – dodał, widząc jego twarz. – Ona nie będzie sama. Są tam inni. Ci, którzy oddali się dobrowolnie. To nie jest złe miejsce. To tylko… inne.

I zniknął.

Dom nagle ucichł.

Naprawdę ucichł – przestał oddychać, przestał szeptać. Stał się zwykłym, starym, zniszczonym dworem.

Samuel podszedł do okna.

Księżyc wciąż świecił. I w jego świetle zobaczył coś na ścieżce.

Postać. Młodą, jasnowłosą.

Patrzyła na niego przez chwilę, a potem uniosła rękę w geście pożegnania.

I zniknęła.

Epilog

Rok później.

Samuel Wickham siedział przy kominku w swoim londyńskim mieszkaniu. Przed nim na stole leżały papiery – sprawy klientów, rachunki, listy. Pieniądze już nie były problemem. Sprzedał dwór w Crossthwaite, spłacił wszystkie długi, nawet te w banku w Kendal. Miał teraz przyzwoitą praktykę, kilku stałych klientów, perspektywy.

Był wolny.

Ale w każdą pełnię księżyca siadał przy oknie i patrzył w niebo. I myślał o Agnes.

Czy była szczęśliwa? Czy pamiętała go? Czy żałowała swojej decyzji?

Nie wiedział.

Ale wiedział jedno – kochał ją. I zawsze będzie kochał.

Pewnej nocy, gdy księżyc był w pełni, usłyszał pukanie do drzwi.

Otworzył.

Na progu stała dziewczyna. Jasnowłosa, z oczami pełnymi śmiechu.

– Agnes? – wyszeptał.

Uśmiechnęła się.

Dziedzictwo miłości: Samuel w Londynie z Nadzieją. List z Krainy pod Wzgórzem to znak, że połączenie między światami wciąż trwa. Dowiedz się, co czeka Samuela w epilogu tej gotyckiej sagi.

– Nie – powiedziała. – Jestem jej córką. I twoją.

I podała mu list.

Na kopercie widniał symbol – koło w trójkącie.

Ale tym razem nie budził strachu.

Był jak obietnica.

Samuel wziął list do ręki. Był ciepły, jakby ktoś trzymał go długo przy sercu.

Otworzył.

Na kartce było tylko jedno zdanie:

„W Krainie pod Wzgórzem czas płynie inaczej. Czekam na ciebie. Ale nie spiesz się.”

Spojrzał na dziewczynę.

– Jak się nazywasz?

– Nadzieja – odpowiedziała. – Mama mówiła, że pan… że ty… jesteś moim ojcem.

Samuel przyciągnął ją do siebie i przytulił.

Za oknem świecił księżyc. I w jego świetle, przez chwilę, wydawało mu się, że widzi na ścieżce znajomą postać.

Ale to mogło być tylko złudzenie.

Albo nie.

KONIEC

Opowiadanie jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób lub wydarzeń jest przypadkowe.

Reklama

Najnowsze

Reklama
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Zobacz podobne:

Reklama