Reklama

Dom który ma swoje tajemnice

CZĘŚĆ II: SUKNIA

Nie krzyknąłem.

Nie mogłem. Głos uwiązł mi w gardle, jakby ktoś wepchnął mi do ust garść tej wilgotnej ziemi.

Postać nie ruszała się. Stała tyłem do mnie, tak samo jak na zdjęciu, ale teraz widziałem szczegóły. Koronka pożółkła od starości, welon podarty, a na dole sukni – plamy. Ciemne, zaschnięte. I te plamy… one sięgały wyżej, niż powinny, gdyby szła przez błoto.

Zrobiła krok.

Bezszelestnie. Na obcasach, które nie stuknęły o beton.

Poczułem zapach jaśminu – tym razem duszący, słodkawy, jak w kwiaciarni, ale zgnilizna mieszała się z nim w ohydny duet.

– Helena? – wykrztusiłem.

Zatrzymała się.

I wtedy przypomniałem sobie, co babcia mówiła, kiedy byłem mały. Jeśli coś się rusza, choć nie powinno, nie wołaj po imieniu. Bo może cię usłyszeć.

Spotkanie tajemniczej kobiety w sukni ślubnej w ciemnej piwnicy nie jest czymś oczywistym zwłaszcza w domu w którym jak sądzimy nie powinien się nikt znajdować.

Suknia zafalowała, choć w piwnicy nie było wiatru.

Cofnąłem się. Plecy uderzyły o ścianę – tym razem była naprawdę. Tynk chropowaty, zimny. Postać odwracała się powoli, bardzo powoli, a ja nie chciałem zobaczyć twarzy.

Światło wróciło.

Tak po prostu. Z góry, zza drzwi, które stały otwarte, a w progu nikt nie stał.

Rzuciłem się do wyjścia, przebiegłem korytarz, wpadłem do kuchni i zamknąłem drzwi na zamek, choć wiedziałem, że to bez sensu. Tamto nie potrzebowało klamek.

W kuchni pachniało chlebem. Ciepłym, świeżym. Na stole leżał bochenek, a obok kartka: Dla Kuby. Zajdź do mnie, jak wrócisz. Krystyna z naprzeciwka.

Sąsiadka. Normalna, żywa kobieta. Uspokoiłem oddech, usiadłem przy stole. Chleb był ciepły. Naprawdę ciepły.

Zjadłem kawałek, myśląc o tym, co zobaczyłem. Halucynacje? Stres? Wczorajsza data na umowie? Ktoś tu był. Ktoś żywy.

Po chwili poszedłem do sąsiadki.

Starsza kobieta mieszkająca w sąsiedztwie zna wiele faktów z życia sąsiadów dlatego może wiele niejasnych i mało oczywistych kwesji wyjaśnić. Ale czasami odpowiedzi stawiają kolejne pytania.

Pani Krystyna miała około siedemdziesiątki, oczy bystre jak u dziecka i ręce spracowane, ale ciepłe, gdy uścisnęła moją dłoń.

– Biedny chłopcze – powiedziała, nie czekając na pytanie. – Twoja babcia ostrzegała mnie, że to może nastąpić. Siadaj, herbaty naparzę.

– Co może nastąpić? – zapytałem.

Zawahała się. Postawiła przede mną kubek, usiadła naprzeciwko.

– Twoja babcia i jej siostra… one miały spór sądowy. Dawno temu. O ten dom. Helena przegrała, ale nie chciała się wyprowadzić. Mówiła, że to ona ma prawo, że babcia sfałszowała dokumenty prawne. Były windykacja, egzekucja komornicza… Ostatecznie Helena zniknęła. Mówili, że uciekła, ale twoja babcia wiedziała lepiej.

– Co wiedziała?

Pani Krystyna spojrzała na mnie. I wtedy dostrzegłem w jej oczach coś dziwnego. Nie tylko smutek. Strach.

– Ona nie uciekła, Kuba. Ona została. W tym domu. Twoja babcia zamknęła ją w piwnicy.

Zaparłem się.

– To niemożliwe. Babcia była…

– Była twoją babcią, wiem. Ale była też siostrą, która wygrała proces sądowy i nie chciała oddać majątku. Helena miała roszczenia majątkowe, a twoja babcia poszła na ugodę. Podpisały umowę cywilną… Tylko że potem Helena chciała ją zerwać. Wtedy babcia wezwała kancelarię, adwokatów, wszystko było zgodne z przepisami. Ale Helena nie uznała wyroku. Wróciła po kryjomu.

– I co? Babcia ją zabiła?

– Nie wiem. Nikt nie wie. Ale wiem, że Helena w nocy przed swoim zniknięciem biegała po wsi w sukni ślubnej. Krzyczała, że odbierze swoje. I że wróci.

Poczułem, że robi mi się zimno.

– Widziałem ją – powiedziałem cicho. – W piwnicy. Albo… coś w sukni.

Pani Krystyna pobladła.

– Nie wchodź tam więcej. I nie czytaj niczego, co zostawiła. Egzekucja testamentu twojej babci to formalność, ale jeśli Helena ma rację… jeśli jej śmierć była…

Nie dokończyła.

Bo w jej kuchni, za jej plecami, na parapecie, leżała gałązka jaśminu.

Świeża.

Reklama

Najnowsze

Reklama
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Zobacz podobne:

Reklama