Reklama

Dom który ma swoje tajemnice

CZĘŚĆ IV: ZIEMIA

Nie żyła.

Leżała na trawie, oczy otwarte, usta lekko rozchylone. Bez śladów walki, bez ran. Po prostu… przestała. Jakby ktoś wyłączył ją pilotem.

Stałem nad nią, nie mogąc oddychać, a z okna na piętrze wciąż patrzyła ta dziewczynka. Tym razem nie machała. Tylko patrzyła, przechylając głowę to w lewo, to w prawo, jak ptak.

Wbiegłem do domu.

Na schodach było ciemno, ale nie zapalałem światła. Nie chciałem, żeby wiedziała, gdzie jestem. Głupie, bo przecież wiedziała. Musiała wiedzieć. Czułem jej wzrok na karku, gdy wbiegałem na górę.

W pokoju babci nikogo nie było.

Okno było zamknięte.

A na parapecie leżała kartka. Stary papier, pożółkły. Tym razem bez koperty.

Jeśli to czytasz, jesteś gotów. Przyjdź do piwnicy. Sam. Inaczej on wyjdzie.

Pod spodem, dopisek świeżym atramentem:

Nie wierz w to, co widzisz. Ja nie jestem wrogiem.

Zbiegłem na dół. Do piwnicy. Drzwi były otwarte. Schody skrzypiały tak samo jak za pierwszym razem.

Na dole paliła się świeca.

Postawiona na kopcu ziemi.

Obok niej stała Helena. Tym razem widziałem jej twarz. Była podobna do babci, ale młodsza, piękna, z oczami pełnymi smutku.

Postać tajemniczej ciotki Heleny, z wyglądu przypominająca babcię ale dużo młodsza od niej, jakby czas się dla niej zatrzymał. Jak to możliwe że siostra babci wyglądała tak młodo?

– Przyszedłeś – powiedziała cicho. – Dziękuję.

– Ty zabiłaś panią Krystynę.

Pokręciła głową.

– Nie ja. On. To, co wezwałam. Myślałam, że pomoże mi odzyskać dom. Zamiast tego uwięziło mnie tutaj, a samo czekało na kogoś z krwi. Twoja babcia wiedziała. Dlatego trzymała wszystko w tajemnicy, dlatego tyle lat pilnowała, żeby nikt nie schodził do piwnicy. Ale ty przyszedłeś. I dotknąłeś ziemi.

– Co to jest?

Helena westchnęła.

– Nie wiem, jak to nazwać. Karmiciel? Pasożyt? Żywi się energią, wspomnieniami, życiem. Podpisałam z nim umowę cywilną – on miał mi pomóc, a ja miałam mu dać dostęp do domu. Ale on nie dotrzymał warunków. Uwięził mnie. I teraz, po latach, ty jesteś nowym dłużnikiem.

– Ja nic nie podpisywałem!

– Dotyk ziemi to przyjęcie roszczeń majątkowych po nim. To jak egzekucja długu. On teraz ma prawo do ciebie.

Ziemia pod naszymi stopami drgnęła.

Kopiec rozstąpił się, a z niego zaczęło wyłazić coś, czego nie chciałem oglądać. Cień bez kształtu, ale z tysiącem oczu. Powietrze zrobiło się ciężkie, gorące.

Cień bez kształtu z tysiącem oczu nie był czymś co chciało by sie zobaczyć a tym bardziej spotkać na swojej drodze, ale mimo strachu i walącego serca trzeba było się z nim skonfrontować.

– Stój! – krzyknąłem. – Chcę negocjować!

Cień zatrzymał się. Oczy zwróciły się na mnie.

– Znasz regulacje prawne? – zapytałem, choć serce waliło mi jak szalone. – Sąd by uznał, że umowa wygasła przez śmierć wierzyciela. Helena nie żyje od lat. Jej śmierć unieważnia zobowiązania.

Cień zawahał się.

– Ja… ja znam przepisy – dodałem, choć kompletnie nie znałem, ale grałem o życie. – Windykacja długu może nastąpić tylko wobec żyjącego dłużnika. Jeśli wierzyciel umiera przed egzekucją, roszczenie przechodzi na spadkobierców tylko wtedy, gdy zostało wpisane do aktu notarialnego. A ty nie masz papierów. Nie ma cię w żadnym rejestrze.

Cień zasyczał.

Helena spojrzała na mnie z podziwem.

– On nie zna prawa – szepnęła. – On tylko działa na słowo.

Cień zaczął się kurczyć, tracić ostrość. Jego oczy gasły jedna po drugiej.

– Nie masz podstaw – ciągnąłem, nabierając pewności. – Jesteś tu nielegalnie. Moja babcia nie przekazała ci praw. Helena nie żyje. Ja nie podpisałem umowy cywilnej. Nie masz dokumentów prawnych. Jesteś intruzem.

Ostatnie oko zgasło.

Piwnicę wypełniła cisza.

I nagle, gwałtownie, ziemia zapadła się pod nami, ale nie w dół – w górę, w niebo, które otworzyło się nad nami, bo dachu nad piwnicą już nie było. Tylko gwiazdy i księżyc.

Helena spojrzała na mnie. Uśmiechnęła się.

– Jestem wolna – powiedziała. – Dziękuję.

Rozpłynęła się w powietrzu, a na jej miejscu został jaśmin. Tysiące płatków, sypiących się znikąd, pachnących wiosną.

Stałem w piwnicy, która nagle stała się zwykłą piwnicą – wilgotną, starą, pełną pajęczyn. Na ziemi, w miejscu kopca, leżała tylko kartka.

Podniosłem ją.

Dług spłacony. Strony zwolnione z zobowiązań. Akt niniejszym unieważniono.

I data. Dzisiejsza.

Wyszedłem na zewnątrz. Pani Krystyna leżała na trawie, ale teraz oddychała. Otworzyła oczy i spojrzała na mnie.

– Co się stało? – wyszeptała.

– Nic – powiedziałem. – Już nic.

Odprowadziłem ją do domu, wróciłem do siebie. Usiadłem w kuchni, zapaliłem światło.

Dopiero po godzinie dotarło do mnie, że zapomniałem spytać Heleny o jedną rzecz.

Kim była ta dziewczynka w oknie?

Nad ranem poszedłem na górę, do pokoju babci. Okno było otwarte. A na parapecie siedziała ta sama mała dziewczynka w białej sukience. Uśmiechnęła się.

– Cześć – powiedziała. – Jestem twoją siostrą cioteczną. Moja mama prosiła, żebym ci podziękowała.

– Twoja mama?

– Helena.

Zamarłem.

– To ty jesteś…

– Miałam wtedy pięć lat. On mnie nie zamknął. Uciekłam. Mieszkałam gdzie indziej. Ale wracam, bo chcę poznać rodzinę.

Patrzyłem na nią. Na jej uśmiech, na cień w kącikach ust, na oczy zbyt mądre jak na dziecko.

– Jesteś prawdziwa? – zapytałem.

Roześmiała się.

– A ty?

Zeskoczyła z parapetu, podeszła do mnie i wzięła za rękę. Była ciepła.

– Chodź – powiedziała. – Opowiem ci, co naprawdę wydarzyło się w 1942 roku. Ale najpierw zrób herbatę. I nie patrz na zegar. On znowu tyka, ale teraz już dla nas.

W kuchni zaparzyłem herbatę. Dziewczynka usiadła naprzeciwko. Nazywała się Maja.

– Mama mówiła, że tata był prawnikiem – powiedziała, mieszając cukier. – Dlatego umiała tak dobrze negocjować. I dlatego ty też umiałeś.

– Nie jestem prawnikiem.

– Ale myślisz jak oni. To czasem lepsze niż kancelaria i spory sądowe.

Uśmiechnąłem się.

Za oknem wschodziło słońce. Zegar w salonie tykał miarowo, spokojnie. Po raz pierwszy od tygodnia czułem, że to naprawdę jest dom.

Maja spojrzała na mnie.

– Zostanę na trochę – powiedziała. – Jeśli pozwolisz.

– Jasne – odpowiedziałem. – To twój dom też.

– Wiem.

Odbicie w srebrnej łyżeczce tajmniczj dziewczynki. Czy ona jest rzeczywista, czy jest kimś lub czymś innym niż się podaje, może cieniem?

Popatrzyła na swoje odbicie w srebrnej łyżeczce. Na moment, tylko na ułamek sekundy, wydało mi się, że w tym odbiciu nie ma jej twarzy – tylko cień w białej sukni, patrzący na mnie tysiącem oczu.

Mrugnąłem.

Siedziała tam, gdzie przed chwilą, zwyczajna dziewczynka, pijąca herbatę.

Uśmiechnęła się.

– Dolejesz?

Nalałem.

A zegar tykał dalej.

Reklama

Najnowsze

Reklama
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Zobacz podobne:

Reklama